W Niemczech narasta problem, który tamtejsze media porównują do brutalnych realiów lat 90. W Berlinie i kilku innych miastach dochodzi do podpaleń lokali, wymuszeń haraczy, ataków na przedsiębiorców i strzelanin. Policja prowadzi setki postępowań, a tropy, jak opisuje Die Welt i Onet, prowadzą do tureckich grup przestępczych działających w międzynarodowych strukturach.
Według najnowszych danych Federalnego Urzędu Kryminalnego (BKA) przestępczość zorganizowana w Niemczech rośnie, a gangi stosują model „violence as a service”, co oznacza przemoc na zlecenie, obejmującą pobicia, podpalenia, a nawet zabójstwa.
W Berlinie w 2025 roku odnotowano ponad tysiąc przestępstw z użyciem broni palnej, czyli niemal dwa razy więcej niż rok wcześniej. To poziom, którego nie widziano tam od dekad.
Europol potwierdza, że tureckie grupy przestępcze są dziś jednymi z najbardziej aktywnych w Europie, działając m.in. w Niemczech, Holandii i Belgii.
To wszystko sprawia, że niemieccy przedsiębiorcy mówią wprost: prowadzenie biznesu staje się ryzykowne, a w niektórych dzielnicach Berlina właściciele lokali boją się otwierać je po zmroku.

A w Polsce? Zupełnie inna rzeczywistość#
Na tle tych wydarzeń Polska jawi się jako kraj wyjątkowo stabilny i bezpieczny.
Nie ma fali wymuszeń wobec przedsiębiorców, nie ma serii podpaleń lokali ani gangów oferujących „przemoc na zlecenie”, jak miało to miejsce w latach 90.

To kontrast, który coraz częściej podkreślają sami komentatorzy: po jednej stronie Odry jest chaos i gangsterskie porachunki, po drugiej całkiem normalne, spokojne życie.


