Gdyby ktoś napisał taki scenariusz do filmu, pewnie ktoś by go odrzucił jako „zbyt naciągany” . A jednak w galerii handlowej pod Warszawą wydarzyła się akcja jak z kina sensacyjnego. Trzej mężczyźni wycięli dziurę w dachu, spuścili się na linie i drabinie prosto do salonu jubilerskiego, a potem tą samą drogą zniknęli z łupem wartym blisko 400 tysięcy złotych.
Scenariusz jak z kina akcji#
Do zdarzenia doszło w Galerii HIT w Nowym Dworze Mazowieckim. Sprawcy zamiast próbować sforsować drzwi czy witryny, postawili na znacznie bardziej filmowy sposób działania: weszli na dach galerii, wycięli w nim otwór, a następnie za pomocą liny i drabiny zeszli dokładnie nad salon jubilerski. Po zgarnięciu biżuterii nie próbowali nawet szukać innej drogi ucieczki i wrócili tą samą trasą, przez dach.

Internauci i media szybko znaleźli porównanie – cała akcja przypomina słynną scenę z kultowego „Vabanku” Juliusza Machulskiego, w której kasiarz Henryk Kwinto dostaje się do banku właśnie przez dach. Różnica jest taka, że tym razem złodzieje mieli mniej szczęścia niż filmowy Kwinto.
Kim są sprawcy zuchwałego skoku?#
Policjanci z Nowego Dworu Mazowieckiego krok po kroku odtworzyli trasę włamywaczy, analizując ich sposób działania i wizerunki utrwalone na nagraniach. Choć sprawcy byli szczelnie zamaskowani i ubrani tak, by utrudnić rozpoznanie, śledczym udało się ustalić, że za skokiem stoi trzech mężczyzn w wieku 23, 48 i 51 lat.

Najciekawszy wątek dotyczy 48-letniego mieszkańca Łodzi, wcześniej notowanego za podobne przestępstwa. Jak się okazało, w napadzie na jubilera wziął udział podczas przerwy w odbywaniu kary więzienia. Najdłużej na wolności pozostawał 51-latek, za którym wydano list gończy. Ostatecznie zatrzymano go jako pasażera samochodu podczas rutynowej kontroli drogowej w innym rejonie kraju. Cała trójka usłyszała zarzuty kradzieży z włamaniem, a jeden z podejrzanych dodatkowo odpowie za posiadanie narkotyków. Wszyscy trafili do aresztu na trzy miesiące.
Co z łupem?#
To pytanie na razie pozostaje bez odpowiedzi, ponieważ policja nie informuje, co stało się ze skradzioną biżuterią. Wiadomo natomiast, że straty oszacowano na blisko 400 tysięcy złotych.
Filmowa historia, realne konsekwencje#
Choć całą akcję łatwo porównać do efektownych scen z kina sensacyjnego, dla sprawców zakończyła się ona zupełnie nieefektownie: tymczasowym aresztem i realnymi zarzutami karnymi. Sprawa pokazuje jednak, że nawet dopracowany w najmniejszych szczegółach plan nie chroni przed żmudną, ale skuteczną pracą policyjnych śledczych.


