Dawid Wildstein jako jeden z pierwszych zareagował na informację o zatrzymaniu dziennikarza śledczego Leszka Kraskowskiego. Jego wpis dotyczy człowieka, który od lat zajmuje się tematami niewygodnymi dla wielu wpływowych osób. Aresztowanie Kraskowskiego na trzy miesiące, pod zarzutem gróźb wobec komendanta policji i posiadania broni gazowej, natychmiast wzbudziło pytania o to, co właściwie wydarzyło się za kulisami.
Kraskowski od miesięcy mówił, że jest zastraszany. Opisywał sytuacje, w których miał być śledzony, fotografowany, a nawet zaczepiony przez mężczyznę z nożem. Twierdził, że policja reagowała z opóźnieniem, a on sam czuł się pozostawiony bez ochrony. W sieci krążyło jego zdjęcie z pistoletem gazowym i komentarzem, że musi „radzić sobie sam”. Właśnie ten kontekst sprawił, że jego zatrzymanie nie zostało odebrane jako zwykła procedura.
Wildstein zwrócił uwagę na to, że Kraskowski od lat zajmuje się sprawą Polnordu i wątkami wokół Romana Giertycha, czyli tematami, które regularnie wracają w debacie publicznej. W jego ocenie trudno przejść obojętnie obok faktu, że dziennikarz, który drążył te historie, nagle trafia do aresztu. To właśnie ta sugestia, że sprawa może mieć więcej warstw rozpaliła dyskusję.
Do głosu dołączyli też inni. Wojciech Sumliński przypomniał, że Kraskowski mówił mu o strzałach z wiatrówki w okna i o tym, że ktoś go obserwuje. Agnieszka Romaszewska zwróciła uwagę na wcześniejsze „pomyłki” sądowe dotyczące Kraskowskiego, które już wtedy budziły zdziwienie. Jej zdaniem obecna sytuacja tylko dokłada kolejny element do układanki, która od dawna wygląda niepokojąco.

Prokuratura utrzymuje, że zarzuty nie mają żadnego związku z działalnością dziennikarską, a decyzja o areszcie wynika wyłącznie z materiału dowodowego. Ale w sieci mało kto przyjmuje to bezrefleksyjnie. Zbyt wiele wątków się tu zazębia, zbyt wiele pytań pozostaje bez odpowiedzi.


