Nie tylko życie prywatne dostarcza mu ostatnio emocji. Michał Wiśniewski dołożył do listy frustracji coś znacznie bardziej przyziemnego — ceny paliw. Kwota, którą zostawił na stacji, zwaliła go z nóg.
Michał Wiśniewski ma za sobą intensywny czas — zarówno prywatnie, jak i zawodowo. Niedawne rozstanie z piątą żoną tylko podsyciło zainteresowanie jego życiem, które od lat toczy się na oczach opinii publicznej. W tle pozostają też sprawy sądowe, które wciąż czekają na swój finał w warszawskim sądzie apelacyjnym.
Ale jak się okazuje, codzienność potrafi dostarczyć równie silnych emocji. Tym razem chodzi o coś, co dotyka niemal każdego kierowcy — rosnące ceny paliw.
Wokalista nie krył swojego rozczarowania i podzielił się nim w mediach społecznościowych. Na opublikowanym zdjęciu z dystrybutora widać konkrety: 8,99 zł za litr i rachunek opiewający na 625 złotych. Kwota, która jeszcze niedawno mogła wydawać się kuriozalna, dziś staje się codziennością.
— Pani na stacji stwierdziła, że to jest po obniżce, bo wczoraj rano kosztowała 9,29 zł…
— napisał z wyraźną ironią.

Wzrost cen paliw, powiązany m.in. z napiętą sytuacją na Bliskim Wschodzie, coraz częściej wywołuje reakcje nie tylko ekonomistów, ale i celebrytów. W sieci pojawia się coraz więcej podobnych głosów — jedni komentują z dystansem, inni z rosnącą frustracją.
Wiśniewski, znany z bezpośredniości, tym razem również nie owijał w bawełnę. A jego relacja szybko trafiła do szerokiego grona odbiorców, którzy mają bardzo podobne doświadczenia przy kasie na stacji.


