Miał być tylko wywiad o gastronomii, wyszła z tego prawdziwa afera napiwkowa. Mateusz Gessler powiedział głośno to, o czym boi się mówić większość restauratorów i naraził się połowie internetu. Katarzyna Bosacka nie wytrzymała i odpowiedziała mu wprost. My sprawdziliśmy, kto ma rację i kto jeszcze dorzucił swoje trzy grosze do tej awantury.
Temat napiwków wraca jak bumerang, ale rzadko robi się przy nim aż tak gorąco. Tym razem zapalnikiem stał się wywiad Mateusza Gesslera dla portalu pysznosci.pl, w którym restaurator postawił sprawę jasno: napiwek to nie miły gest, tylko obowiązek każdego gościa i to nawet wtedy, gdy do rachunku doliczony jest już serwis.

„Dzięki temu opłaciłem szkołę syna”. Gessler nie zostawia złudzeń#
Restaurator, który stoi za takimi miejscami jak Warszawa Wschodnia czy Warszawski Sen, przekonuje, że jego stanowisko wynika z własnego doświadczenia, pomnieważ pracował nie tylko w kuchni, ale też na sali, a napiwki pozwoliły mu kiedyś opłacić edukację syna i przeprowadzkę. Jego zdaniem to właśnie one są dziś istotną częścią dochodów pracowników gastronomii, więc powinny być traktowane jako stały element rachunku, a nie sporadyczny bonus dla wybrańców.
Tyle że internet zareagował inaczej, niż Gessler się spodziewał. W komentarzach pod jego wypowiedzią huczało: skoro pensje w gastronomii są za niskie, to może odpowiedzialność za to powinna spoczywać na pracodawcy, a nie na kliencie, który już zapłacił za jedzenie zgodnie z menu?
Bosacka nie wytrzymała: „Do szewskiej pasji mnie doprowadza”#
Na słowa Gesslera zareagowała Katarzyna Bosacka i zrobiła to na tyle stanowczo, że jej wpis szybko obiegł sieć. Dziennikarka przypomniała na Instagramie, co dokładnie powiedział restaurator, po czym jasno zaznaczyła, że mimo szacunku dla niego, zupełnie się z nim nie zgadza. Padło mocne stwierdzenie: cała sytuacja doprowadza ją do „szewskiej pasji”.
Bosacka podkreśliła, że dobrze zna realia branży restauracyjnej i ma w tym środowisku wielu znajomych, śledzi trendy i docenia ciężką pracę kelnerów. Ale jej zdaniem napiwek musi pozostać świadomym, dobrowolnym gestem gościa, a nie czymś, co zostaje mu niejako narzucone. W dalszej części wpisu zwróciła uwagę na coś jeszcze, a mianowicie presję, jaką lokale mogą wywierać na klientach. Jak zaznaczyła, taka presja działa u niej odwrotnie proporcjonalnie do apetytu na konkretną restaurację.
Nie tylko Bosacka. Kolejny restaurator też mówi „nie”#
Bosacka nie jest odosobniona w swojej opinii. Do dyskusji włączył się też Adam Ringer, założyciel sieci Green Cafe Nero, który w rozmowie z WP Finanse przyznał, że podchodzi do pomysłu Gesslera bardzo sceptycznie. Jego zdaniem napiwek powinien pozostać dobrowolną formą uznania za dobre jedzenie i obsługę, a nie kwotą doliczaną automatycznie do rachunku i to klient, a nie restaurator, powinien decydować, ile i czy w ogóle chce zostawić.
Sonda przeprowadzona przez WP wśród przechodniów pokazuje podobny rozkład nastrojów. Spora część rozmówców przyznaje, że regularnie zostawia napiwki, ale zdecydowanie sprzeciwia się temu, by przestały być dobrowolne. Jeden z uczestników sondy skwitował sprawę krótko: to raczej pracodawca, a nie klient, powinien martwić się o wynagrodzenie swoich pracowników.

Kto wygra tę wojnę?#
Na razie żadna ze stron nie zamierza ustąpić. Gessler broni swojego stanowiska, powołując się na lata pracy w gastronomii od podstaw. Bosacka i spora część internautów odpowiadają mu równie stanowczo, a napiwek to nagroda, a nie haracz. A ponieważ temat wraca regularnie i za każdym razem wzbudza równie duże emocje, można się spodziewać, że to nie ostatni odcinek tej dyskusji.


