Coś dziwnego dzieje się z opiniami o Warszawskim Szpitalu Południowym w Mapach Google. W szczytowym momencie afery, gdy zainteresowanie placówką sięgnęło zenitu, liczba widocznych opinii drastycznie się skurczyła, z ponad tysiąca do garstki. Nie da się tak po prostu usunąć opinii na Google. Kto więc za tym stoi? Czy naprawdę niemal tysiąc osób, niezależnie od siebie, w tym samym momencie zdecydowało się skasować swoje opinie?
Sprawę nagłośnił dziennikarz Mateusz Ligęza z Radia ZET, który ujawnił, że z Google zaczęły masowo znikać negatywne opinie o szpitalu, w tym takie, które opisywały dokładnie te same problemy, o jakich teraz mówi się w mediach w związku z aferą Dawida Kacprzyka. Ligęza opublikował zrzuty ekranu usuniętych wpisów. Wśród nich relację pacjentki, która opisywała wielogodzinne czekanie na wypis, opryskliwą rejestrację i lekarza, który odmówił podania swojego nazwiska.

Jak to możliwe technicznie?#
To właśnie ten szczegół czyni sprawę naprawdę zagadkową. Zgodnie z zasadami Google, opinii w Mapach Google nie może po prostu usunąć właściciel firmy czy placówki. Może to zrobić wyłącznie sam autor opinii, przez usunięcie jej z własnego konta, albo Google, jeśli uzna, że wpis narusza regulamin (np. zawiera mowę nienawiści, spam, czy dane osobowe). Szpital, w teorii, może jedynie zgłosić opinię do moderacji i poczekać na decyzję algorytmu lub zespołu Google, bo nie ma czegoś takiego jak przycisk „usuń” dla cudzych wpisów.
To rodzi oczywiste pytanie: czy naprawdę niemal tysiąc osób, niezależnie od siebie, w tym samym momencie zdecydowało się skasować swoje opinie? Taki scenariusz, statystycznie, byłby zjawiskiem bez precedensu.

Zagadka bez prostej odpowiedzi#
Na razie nikt, ani Google, ani sam szpital, nie wyjaśnił publicznie, co konkretnie doprowadziło do tak drastycznego spadku liczby opinii. Możliwości, które rozważają komentujący sprawę internauci, sprowadzają się do kilku scenariuszy: masowe, zorganizowane zgłaszanie opinii do moderacji jako „fałszywych” lub „niezgodnych z regulaminem” (co realnie może skłonić Google do ich usunięcia, nawet jeśli opinie były prawdziwe), błąd algorytmu, albo, najbardziej kontrowersyjna teoria, ingerencja na poziomie samej platformy.
Warto podkreślić, że konkretne, krytyczne wpisy, które jeszcze niedawno były widoczne, w szczytowym momencie medialnego zainteresowania szpitalem po prostu zniknęły.
Sprawa nabiera znaczenia w świetle afery#
To, co czyni całą zagadkę jeszcze bardziej intrygującą, to czas, w jakim do niej doszło. Opinie zaczęły znikać w trakcie najgłośniejszej afery w historii tej placówki, dotyczącej doktorka Dawidka, jego zarobków oraz zarzutów stawianych przez byłego ordynatora chirurgii dr. Emila Jędrzejewskiego o nieprawidłowości medyczne na SOR-ze. W takich okolicznościach każde zniknięcie niewygodnego materiału, niezależnie od tego, kto faktycznie za nim stoi, będzie naturalnie wzbudzać podejrzenia.
Czy to przypadek, błąd systemu, czy zorganizowane działanie? Na razie odpowiedzi nie ma, a to samo w sobie jest dla wielu obserwatorów sprawy najbardziej niepokojące.


