Propozycja wprowadzenia zakazu korzystania z telefonów komórkowych w szkołach podstawowych wywołała gorącą debatę. Część komentatorów przypomina, że kilka lat temu politycy Koalicji Obywatelskiej krytykowali podobne rozwiązania proponowane przez ówczesnego ministra edukacji Przemysława Czarnka. Teraz jednak to rząd Donalda Tuska zapowiada własne regulacje w tej sprawie.
Do zarzutów o polityczną niekonsekwencję musiała odnieść się minister edukacji Barbara Nowacka. Szefowa resortu przekonuje, że zmiana podejścia wynika przede wszystkim z nowych badań i doświadczeń dotyczących wpływu smartfonów na rozwój dzieci i młodzieży.
Nowacka stwierdziła ponadto, że... nie pamięta, by Przemysław Czarnek proponował takie rozwiązanie. To ciekawe, bo posłanka Koalicji Obywatelskiej Aleksandra Gajewska nagrała wtedy nawet wideo, w którym śmiała się, że pomysł Czarnka to powrót do XIX wieku.
Cóż, najwyraźniej Przemysław Czarnek nie potrzebował badań i analiz, by przewidzieć, jaki wpływ na uczniów ma niekontrolowany dostęp do smartfonów w szkole.
Według resortu edukacji, który szykuje już nowe przepisy, mają one dać szkołom jasne podstawy prawne do ograniczania korzystania z telefonów, jednocześnie pozostawiając możliwość stosowania wyjątków.
Takie wyjątki miałyby dotyczyć między innymi sytuacji zdrowotnych oraz przypadków, gdy smartfon jest wykorzystywany w celach edukacyjnych podczas zajęć.
Dyskusja wokół telefonów w szkołach trwa od wielu lat. Zwolennicy zakazu argumentują, że urządzenia rozpraszają uczniów i utrudniają naukę, natomiast przeciwnicy podnoszą kwestie prawa do kontaktu z rodzicami oraz potrzebę edukowania młodych ludzi w zakresie odpowiedzialnego korzystania z nowych technologii zamiast wprowadzania całkowitych ograniczeń.
Ministerstwo Edukacji Narodowej zapowiada, że szczegóły proponowanych regulacji zostaną przedstawione w najbliższych miesiącach. Niewykluczone, że nowe przepisy mogłyby wejść w życie już od początku kolejnego roku szkolnego.
Tymczasem polityczny spór wokół tej kwestii nie słabnie. Opozycja zarzuca rządowi zmianę stanowiska w sprawie, którą wcześniej krytykował, natomiast przedstawiciele koalicji rządzącej przekonują, że nowe okoliczności i aktualna wiedza wymagają podjęcia zdecydowanych działań.


