Jul 2, 2026 6:00 AM

Książulo, youtuber znany z kulinarnych recenzji, tym razem postanowił odwiedzić znaną i modną warszawską restauracje z ogródkiem, w której często przesiadują celebryci snobujący się na „elitę”. Zjadł, zapłacił i powiedział wprost co o tym myśli i że przepłacił. Jak się okazało, trafił w czuły punkt środowiska, które bardzo nie lubi, gdy ktoś z zewnątrz wchodzi i ocenia jego świątynię. Kuba Wojewódzki nie wytrzymał i odpowiedział. I tutaj zaczyna się ciekawa historia.

Flaming & Co., czyli „tu się nie je, tu się bywa”

Flaming & Co. przy Chopina w Warszawie to jeden z tych lokali, które nie muszą się bardzo starać o jakość, bo goście i tak przyjdą. Celebryci, biznesmeni, ludzie, którym zależy, żeby ich widziano przy właściwym stoliku. Karta win z Bollingerem, ogródek wśród drzew, wnętrza jak z katalogu lifestylowego magazynu. Miejsce ma swoją atmosferę i swoją cenę. Zawsze przed lokalem kilku paparazzi, bo wiedzą, że zawsze tu można kogoś „upolować”. Tu bywa Chodakowska, Lewandowska i inni, którzy wśród wyśrubowanych cen chcieliby poczuć się tą „elitą”, którą stać.

Książulo, który na co dzień jeździ po Polsce i testuje jedzenie wszędzie, od baru mlecznego przez kebab po restauracje gwiazd, zawitał do Flaminga i zrobił to, co zawsze, czyli ocenił szczerze. Porcje małe, ceny wysokie, relacja między jednym a drugim jego zdaniem nieakceptowalna.

Odpowiedź Wojewódzkiego, której chyba lepiej było nie pisać

Kuba Wojewódzki regularnie komentuje bieżące sprawy w felietonie w „Polityce”, przeważnie w swoim, złośliwym tonie. Ale tym razem napisał coś, co szybko obróciło się przeciwko niemu.

„Książulo bezkompromisowo ocenił stołeczny lokal Flaming & Co.: ‘To są, k…a, jajca’. Panie Książu. Niektóre lokale mają ceny i dania obliczone na jeden cel. Żeby nie jadać w towarzystwie takich jak pan”.

Zamysł był pewnie taki: elegancka szpila, dystans, ironia. Efekt był trochę inny. Zamiast dowcipu wyszło wprost, że restauracja nie służy do jedzenia, tylko do odgradzania się od ludzi, których uznaje się za nieodpowiednich. „Żeby nie jadać w towarzystwie takich jak pan” to nie bon mot, to po prostu snobizm powiedziony głośno.

Smaczek do całej historii

Jest jeszcze jeden wątek, który sprawia, że cała sprawa jest podwójnie zabawna. Książuło i jego partner Wojek testują na swoim kanale różne miejsca, w tym lokale należące do gwiazd. Kilka miesięcy temu odwiedzili restaurację samego Kuby Wojewódzkiego i ocenili ją tak jak każdą inną, czyli bez taryfy ulgowej. Może właśnie dlatego Wojewódzki tym razem nie mógł przejść obok spokojnie, bo musiał się odegrać.

Samozwańcza „elita”, VIP i kto ma prawo oceniać

To, co piszczy pod powierzchnią tej wymiany zdań, to stare jak świat pytanie: kto ma prawo mówić, że coś jest za drogie, za małe, niewarte swojej ceny. Przez długi czas taka krytyka mogła wychodzić tylko od kogoś z wewnątrz. Ktoś z zewnątrz, „taki jak pan”, miał siedzieć cicho albo po prostu nie przyjeżdżać. A teraz taki Książulo śmiał bez kozery powiedzieć, że „król jest nagi” .

Problem w tym, że to już nie działa. Nagranie Książula zebrało ogromne zasięgi, a felieton Wojewódzkiego, tylko głównie kpiny. To chyba najlepszy miernik tego, gdzie dziś leży siła rażenia.

Przy okazji: słowo „elita”, „VIP” i wszelkiego rodzaju „wyższe kasty” akurat w tych dniach nabrało w Polsce zupełnie nowych skojarzeń, zupełnie niezwiązanych z restauracją przy Chopina. Wystarczy przypomnieć, że na Szpitalnym Oddziale Ratunkowym Szpitala Południowego też działał specjalny „salonik VIP” dla właściwych ludzi. Zasada ta sama: jedni mogą więcej, inni mają czekać. Różnica tylko w stawce.

Comments
anonymous profile image
Powered by RoundtableBuilt on infrastructure designed for real-time media. Learn more at RTB.io.© Roundtable 2026. By using this site you agree to the Terms of Use and Privacy Policy