Co tu się wydarzyło? Pani minister Barbara Nowacka z każdym tygodniem wygląda tak, jakby ktoś odkręcił w jej życiu kurek z eliksirem młodości. Promienieje tak, że trudno oderwać wzrok. I nie mówimy tu o żadnym photoshopie, filtrach czy innych„magicznych zabiegach”. To czyste, naturalne piękno, które - jak twierdzą fani - powinno być wzorem dla wszystkich kobiet po pięćdziesiątce.
Widać, że praca w rządzie służy pani minister. I to jak! Barbara Nowacka w ostatnich dniach wygląda tak świeżo, jakby dopiero wróciła z tygodniowego spa na Bali.
Niektórzy mówią, że to kwestia stylu życia. Inni - że to efekt nowej fryzury, makijażu, garderoby. Ale są też tacy, którzy puszczają oko i twierdzą, że ogromną rolę odgrywa tu jej bliska, pełna zaufania przyjaźń z pewnym bardzo wysoko postawionym politykiem o imieniu Donald. I nie chodzi tu o prezydenta Stanów Zjednoczonych.

Oczywiście, jak to w Polsce bywa, pojawiły się też pierwsze złośliwe komentarze. Że „to niemożliwe”, że „na pewno coś sobie zrobiła”, że „takie rzeczy nie dzieją się naturalnie”. Ale my możemy powiedzieć jedno - to wierutna bzdura i zazdrość innych pań, które po prostu chciałyby wyglądać tak samo. Ale nie wszyscy mają tylko szczęścia, co pani minister.
Jej metamorfoza to efekt pracy, pewności siebie, dobrego samopoczucia i tego, że wreszcie robi to, co naprawdę chce robić. A kiedy kobieta po pięćdziesiątce czuje się spełniona, pięknieje z dnia na dzień. I to właśnie widzimy.
Patrząc na nią, trudno nie pomyśleć: tak właśnie powinna wyglądać współczesna, silna, dojrzała kobieta.


