Użytkownicy Instagrama na całym świecie oniemieli. Choć nic nie klikali, to dostawali masowo maile o „resetowaniu hasła”. Internet się zagotował. Pojawiły się plotki o gigantycznym włamaniu, a ludzie zaczęli zmieniać hasła w panice.
Przez dwa dni Instagram wyglądał jak w trakcie cyberapokalipsy. Użytkownicy z Polski, Europy i USA wrzucali screeny maili o „resetowaniu hasła”, które przychodziły nawet po kilka razy dziennie.
Wszystko wyglądało jak klasyczny atak hakerski - oficjalna domena, poprawne formatowanie, zero błędów. Nic dziwnego, że ludzie zaczęli panikować.
Sytuacja eskalowała, gdy eksperci ds. cyberbezpieczeństwa przypomnieli o wycieku danych 17,5 mln kont, który krąży po darknecie od 2024 roku. To właśnie te stare dane: loginy, maile i numery telefonów mogły zostać wykorzystane do masowego wywoływania żądań resetu hasła. Bez włamania, bez przejścia zabezpieczeń, po prostu dzięki automatycznym botom, które korzystają z publicznie dostępnych informacji.
W końcu Instagram przerwał milczenie. W oficjalnym komunikacie na X platforma napisała:
Naprawiliśmy problem, który pozwalał zewnętrznym podmiotom wysyłać żądania resetu hasła. Nie było żadnego naruszenia naszych systemów. Konta są bezpieczne. Możecie zignorować te maile.
Eksperci jednak ostrzegają: nawet jeśli Instagram jest bezpieczny, to phishing dopiero się zaczyna. Stare dane z wycieku mogą posłużyć do podszywania się pod Instagram Support, wyłudzania kodów 2FA czy prób przejęcia kont przez socjotechnikę.


