Władze TVP w likwidacji znowu przesunęły granicę. W programie „19.30”, który zastąpił dawne „Wiadomości” i jest utrzymywany z podatków wszystkich Polaków, doszło do bezprecedensowej sytuacji. Widzowie przecierali oczy ze zdumienia, gdy zobaczyli, z czym na antenie paradował prowadzący wydanie, Zbigniew Łuczyński.
W klapie jego marynarki dumnie błyszczała... tęczowa przypinka symbolizująca ruch LGBT+! To pierwsza taka jawna manifestacja w historii flagowego programu informacyjnego publicznego nadawcy.
Trwający od początku czerwca tak zwany „Miesiąc Dumy” (Pride Month) stał się dla prezentera idealnym pretekstem do przemycenia lewicowej agendy prosto na ekrany milionów Polaków.
Co ciekawe, na tak radykalny krok nie zdecydowały się prowadzące wcześniejsze, czerwcowe wydania Joanna Dunikowska-Paź czy Monika Sawka. Łuczyński, który w przeszłości przez lata był związany ze stacją TVN, postanowił jednak pójść na całość.
Prywatna ideologia za publiczne pieniądze?#
Gest dziennikarza wywołał natychmiastową i niezwykle ostrą reakcję opinii publicznej. W mediach społecznościowych wylewa się lawina komentarzy oburzonych widzów, którzy wprost pytają, dlaczego media publiczne, mające z założenia zachowywać bezstronność i obiektywizm, stają się tubą propagandową dla konkretnych mniejszości seksualnych.
Gospodarze programów informacyjnych tradycyjnie zakładają okolicznościowe symbole przy okazji najważniejszych świąt państwowych (biało-czerwone kotyliony), rocznic historycznych (żonkile w rocznicę powstania w getcie warszawskim) czy charytatywnych zbiórek (serduszka WOŚP). Promowanie tęczowych barw ruchu LGBT+ w oficjalnym, oficjalnym programie informacyjnym to jednak jawne złamanie standardów dziennikarskich i narzucanie widzom określonej doktryny.
Gdzie podziała się obiektywność „nowej” TVP?#
Po zmianach w Telewizji Polskiej nowe kierownictwo szumnie zapowiadało powrót do rzetelności, czystej wody i absolutnego pluralizmu. Tymczasem rzeczywistość weryfikuje te obietnice w najgorszy możliwy sposób. Tęczowa symbolika dumnie prezentowana przez twarz głównego serwisu informacyjnego to wyraźny sygnał, w którą stronę skręca stacja finansowana z kieszeni podatników.
Przeciwnicy nachalnej propagandy LGBT+ nie kryją oburzenia i domagają się oficjalnych wyjaśnień od władz publicznego wydawcy. Czy prezenter poniesie jakiekolwiek konsekwencje za ten prywatny manifest na wizji? Znając obecny kurs Woronicza, szczerze w to wątpimy. Jedno jest pewne - Polacy mają już dość lewicowej inżynierii społecznej serwowanej do kolacji!


