Miała być nowa jakość, transparentność i "odpolitycznienie", a skończyło się na dobrych układach i zamiataniu niewygodnych spraw pod dywan! Ewa Wolniewicz, która w atmosferze gigantycznego skandalu cenzorskiego straciła fotel szefowej TVP3 Wrocław, wcale nie pożegnała się z państwowym nadawcą. Jak to możliwe, że skompromitowana dyrektorka nadal figuruje na liście płac, a włodarze telewizji stanowiska? Szopka za pieniądze podatników trwa w najlepsze.
Cenzura, bunt redakcji i nagła dymisja#
Wiosna tego roku we wrocławskim oddziale TVP przypominała prawdziwy kocioł. Ewa Wolniewicz, która kierowała stacją od początku 2024 roku, została odwołana pod koniec maja 2026 roku. Decyzja zapadła zaraz po tym, jak na biurko dyrektora generalnego TVP, Tomasza Syguta, trafił miażdżący raport o dramatycznej sytuacji w redakcji.
O co poszło? O bezczelne blokowanie niewygodnych tematów! Stacja pod rządami Wolniewicz nie wyemitowała głośnego materiału Roberta Jałochy, który dotyczył prezydenta Wrocławia, Jacka Sutryka, i demaskował kulisy afery wokół Collegium Humanum.
Tłumaczenia władz TVP, że dziennikarz rzekomo nie chciał "zmienić" swojego materiału, brzmiały po prostu żałośnie. W obronie Jałochy stanęła spora część zbulwersowanego zespołu, podpisując się pod listem protestacyjnym do kierownictwa oddziału. Wydawało się, że po takim kryzysie wizerunkowym kariera dyrektorki na Woronicza jest definitywnie skończona.
Złoty spadochron? TVP panicznie ukrywa etat byłej dyrektorki!#
Została odwołana ze stanowiska, ale... wcale nie wyleciała z pracy! Jak informuje "Presserwis", biuro prasowe Telewizji Polskiej z rozbrajającą szczerością przyznało, że Ewa Wolniewicz wciąż jest pełnoprawnym pracownikiem spółki. I tu zaczyna się prawdziwa, żenująca farsa.
Na absolutnie podstawowe pytanie o to, czym dokładnie zajmuje się teraz była dyrektorka i w jakiej jednostce ją upchnięto, biuro prasowe uparcie milczy od końca lipca! Mimo wielokrotnych zapytań, stacja odmawia ujawnienia, za co dokładnie wypłaca jej pensję z publicznych pieniędzy. Czyżby włodarze TVP stworzyli dla niej jakiś sztuczny, ukryty przed światem etat, byle tylko nie zostawić jej na lodzie po tym, jak osłaniała interesy wrocławskiej władzy?
Czy tak wyglądają nowe, rzekomo transparentne standardy Telewizji Polskiej? Ukrywanie stanowisk i ignorowanie niewygodnych pytań od dziennikarzy to czysta patologia, która pokazuje, że na Woronicza zmieniły się tylko twarze, ale metody pozostały dokładnie te same. Zwykli podatnicy zrzucają się na ten cyrk i mają pełne prawo wiedzieć, dlaczego opłacają osobę, która doprowadziła wrocławski oddział do otwartego buntu.


