Kiedy polskie dzieci na szkolnych stołówkach zmuszane są do jedzenia ohydnych, bezmięsnych wynalazków w imię "klimatycznej ideologii", urzędnicy Ministerstwa Edukacji Narodowej śmieją się nam prosto w twarz. Okazuje się, że słynna "dieta planetarna" kończy się tam, gdzie zaczyna się ministerialny bufet. Jeden z polityków opozycji postanowił sprawdzić to na własne oczy i nakrył ekipę Barbary Nowackiej na gorącym uczynku. Co wylądowało na jego talerzu? Bynajmniej nie kotlet z ciecierzycy!
Dla dzieci "dieta planetarna", dla władzy prawdziwe rarytasy#
Niedawno cała Polska żyła skandalem wokół wprowadzania do szkół tzw. diety planetarnej. Zgodnie z lewicowo-klimatycznymi trendami, z talerzy uczniów masowo znika mięso, a w jego miejsce pojawiają się bezmięsne, papkowate eksperymenty, których najmłodsi po prostu nie chcą jeść. Tony jedzenia lądują w koszach, rodzice rwą włosy z głowy i płacą za obiady z własnej kieszeni.
Wydawać by się mogło, że skoro władza z takim zapałem narzuca najmłodszym ekologiczne wyrzeczenia, sama będzie świecić przykładem. Nic bardziej mylnego! Postanowił to sprawdzić europoseł Patryk Jaki, który wybrał się z niezapowiedzianą wizytą prosto do jaskini lwa - na stołówkę w Ministerstwie Edukacji Narodowej.
Karkóweczka u Nowackiej! Mięso serwują tam każdego dnia#
Europoseł opublikował w mediach społecznościowych nagranie, które błyskawicznie obnażyło podwójne standardy obecnej ekipy rządzącej. Jeśli ktoś myślał, że w resorcie Barbary Nowackiej urzędnicy zajadają się kotletami ze strączków i przegryzają to jarmużem, to grubo się przeliczył!
"Sprawdziłem co jedzą u Nowackiej. Zobaczcie!"
- napisał polityk, udostępniając w sieci demaskatorskie wideo.
Co znalazło się na jego ministerialnym talerzu? Soczysta, ociekająca sosem karkówka! Jak szybko wyszło na jaw, słynna dieta planetarna absolutnie nie obowiązuje w murach ministerstwa. Co więcej, mięso w bufecie MEN serwowane jest urzędnikom... codziennie!
Hipokryzja, która woła o pomstę do nieba#
To jest po prostu jawna kpina ze zwykłych Polaków i ich dzieci! Urzędnicy, którzy z zaangażowaniem promują ograniczanie śladu węglowego i wpychają lewicową ideologię do szkolnych jadłospisów, sami w najlepsze obżerają się tradycyjnymi, mięsnymi obiadami.
Dlaczego to, co rzekomo tak "szkodliwe" i "nieklimatyczne" dla dzieci w szkołach podstawowych, nagle staje się idealnym posiłkiem dla dorosłych pracowników ministerstwa? To klasyczna definicja podwójnych standardów - wyrzeczenia i wegańskie papki zostawmy dla obywateli, a karkóweczkę dla władzy!


