Do dramatycznej sytuacji doszło w samym centrum Warszawy. Podczas uroczystości pożegnalnej fotoreportera Cezarego Sokołowskiego zasłabł 50‑letni Adam Chełstowski, wieloletni fotograf agencji Forum. Koledzy natychmiast rozpoczęli reanimację, jednak mimo ich wysiłków mężczyzny nie udało się uratować. Kluczowy w tej historii jest fakt, że w okolicy nie było dostępnego defibrylatora AED. Mimo szybkiego przyjazdu pogotowia, nie udało się uratować życia znanego i lubianego fotoreportera.
Z relacji uczestników wynika, że zasłabnięcie nastąpiło nagle, jeszcze zanim rozpoczęła się część towarzyska wydarzenia. Koledzy natychmiast przystąpili do reanimacji i wezwali pogotowie, jednak od pierwszych minut pojawił się problem, który okazał się kluczowy dla dalszego przebiegu dramatycznych wydarzeń.
W okolicy nie było dostępnego defibrylatora AED. Próbowano dostać się do Zamku Królewskiego, lecz budynek był zamknięty. W pobliżu stał samochód straży miejskiej, ale bez załogi, więc również nie można było liczyć na pomoc.
Świadkowie podkreślają, że w jednym z najbardziej reprezentacyjnych i uczęszczanych miejsc w stolicy, odwiedzanym codziennie przez tysiące turystów, nie było sprzętu, który w przypadku nagłego zatrzymania krążenia może decydować o przeżyciu.
Według relacji obecnych na miejscu fotografów ambulans przyjechał około 10 minut od wezwania. Przez cały ten czas reanimację prowadzili koledzy Chełstowskiego, w tym osoby przeszkolone w udzielaniu pierwszej pomocy.
Mimo ich wysiłków oraz późniejszej interwencji ratowników medycznych serca fotoreportera nie udało się przywrócić do pracy. Zmarł na miejscu, zaledwie kilkadziesiąt metrów od jednego z najważniejszych obiektów historycznych w Polsce. Adam Chełstowski miał 50 lat.


