W sobotni wieczór w waszyngtońskim Hiltonie padły strzały podczas uroczystej kolacji korespondentów Białego Domu z prezydentem Donaldem Trumpem. Służby ewakuowały Trumpa i Melanię, a goście dostali polecenie ukrycia się pod stołami. Kamery uchwyciły, co w tym czasie robili niektórzy dziennikarze.
W sobotni wieczór w Białym Domu odbywała się uroczysta kolacja Stowarzyszenia Korespondentów Białego Domu z udziałem prezydenta Donalda Trumpa i jego małżonki Melanii, a także wiceprezydenta J.D. Vance'a i członków amerykańskiego gabinetu. Tuż po rozpoczęciu gali słychać było strzały, na salę próbował wedrzeć się zamachowiec. Prezydent USA wraz z pierwszą damą zostali ewakuowani.
Służby wydały polecenie, by goście ukryli się pod stołami i pozostali blisko ziemi na czas neutralizacji zamachowca. Nie wszyscy się do tego zastosowali. Część dziennikarzy nie reagowała na polecenia służb, a jeden z uczestników na nagraniu widocznym w mediach społecznościowych spokojnie dokańczał posiłek.
Gdy służby zaczęły wyprowadzać gości z sali balowej, kamery uchwyciły kolejne sceny. Część uczestników robiła sobie zdjęcia, inni wynosili alkohol ze stolików. Łupem padł głównie szampan. Na nagraniach widać dziennikarzy opuszczających pomieszczenie z butelkami w rękach, niektórzy nieśli po dwie naraz.
Nagrania błyskawicznie trafiły do mediów społecznościowych i wywołały gorące komentarze. Część obserwatorów kpiła, część krytykowała. Jeden z internautów skomentował widok fotografa opuszczającego salę z kieliszkiem bourbona w ręku: "absolutny ruch z pozycji siły".
Wydarzenie zostało przerwane i ma odbyć się w innym terminie. Trump po zamachu zabrał głos, odnosząc się między innymi do możliwego wątku irańskiego.


