Takiej tragedii Ustka nie pamięta. W mieszkaniu przy ul. Bałtyckiej doszło do rodzinnej tragedii. Według ustaleń służb sprawcą ataku był ojciec, 44-letni Piotr K. Nie żyje czteroletnia dziewczynka, a kilka osób, w tym dzieci, trafiło do szpitala. Policja i prokuratura prowadzą intensywne czynności.
Relacja świadka#
Świadek, który jako pierwszy próbował interweniować, opowiada, że napastnik zabarykadował się w jednym z pokoi z rannym dzieckiem. Mężczyzna wszedł do mieszkania jeszcze przed przyjazdem policji i próbował go obezwładnić, jednak - jak relacjonuje - agresor był wyjątkowo silny i uzbrojony, dlatego natychmiast wezwał służby.
Po chwili wrócił, by pomóc rannym, którzy zdołali wydostać się na klatkę schodową. Jednemu z dzieci udało się uciec piętro wyżej. Teść napastnika również próbował go powstrzymać, jednak został zraniony.
Co się wydarzyło w mieszkaniu w Ustce?#
Według ustaleń śledczych Piotr K. miał zaatakować swoją żonę, teściową oraz dwoje dzieci. Wcześniej z mieszkania uciekł chłopiec wraz z dziadkiem, co prawdopodobnie uratowało im życie.
Łącznie poszkodowanych zostało pięć osób, w tym dwoje dzieci. Dwie kobiety są w stanie ciężkim. Czteroletnia dziewczynka, mimo długiej reanimacji, zmarła.
Kim jest napastnik?#
Według nieoficjalnych informacji, Piotr K. jest funkcjonariuszem Służby Ochrony Państwa i wypoczywał w Ustce z rodziną podczas ferii zimowych. Służby nie potwierdziły jeszcze oficjalnie tych doniesień.
Mężczyzna został zatrzymany. Policja i prokuratura badają wszystkie okoliczności tragedii, w tym motyw działania.
Mieszkańcy są przerażeni skalą dramatu, który rozegrał się w spokojnym, nadmorskim mieście. Służby nie ujawniają na razie szczegółów dotyczących stanu psychicznego napastnika ani tego, co mogło doprowadzić do ataku.
Jedno jest pewne, to jedna z najtragiczniejszych spraw ostatnich miesięcy, a śledczy będą musieli odpowiedzieć na wiele pytań.


