Natalia Lesz nie spodziewała się, że zwykły poranny przejazd przez miasto zamieni się w scenę jak z najgorszego koszmaru. Około 9:40, na skrzyżowaniu Bobrowieckiej i Chełmskiej w Warszawie, aktorka była świadkiem poważnego potrącenia dziecka na pasach. Dziewczynka szła do szkoły. Miała zielone światło.
„Czerwony Ford uderzył w dziewczynkę na przejściu dla pieszych. Przeleciała przez maskę i uderzyła głową o asfalt”
— relacjonuje Lesz.

Według jej słów dziecko nie mogło wstać o własnych siłach.
„Noga była wykręcona, nie mogła na niej stanąć. Drżała, płakała, nie mogła mówić”
— opisuje.
Natalia natychmiast zabrała dziewczynkę do swojego samochodu, żeby zapewnić jej ciepło i bezpieczeństwo, zanim przyjedzie pomoc. Policja pojawiła się szybko — i, jak podkreśla artystka, działała profesjonalnie.
Ale to, co wydarzyło się chwilę później, wywołało w niej prawdziwą wściekłość.
„Z karetki wyszło trzech ratowników. Szli powoli, bez noszy. Zapytali, czy dziewczynka może dojść do ambulansu na zdrowej nodze. A ona ledwo oddychała ze strachu”
— pisze Lesz.

Najbardziej poruszyło ją jedno zdanie, które padło z ust jednego z medyków:
„Dlaczego jesteś taka histeryczna?”
Dla artystki to był moment, w którym „coś w niej pękło”.
„Służba medyczna ma pomagać, uspokajać i ratować. Nie upokarzać! Brzydzę się taką postawą. Za mundurem stoi człowiek — a ludzkiego chamstwa i znieczulicy nie będę tolerować”
— napisała w emocjonalnym wpisie.
Jej relacja poruszyła internautów, którzy są wstrząśnięci zarówno samym wypadkiem, jak i zachowaniem ratowników, które Lesz opisała jako „niewytłumaczalne”.
Dziewczynka została zabrana do szpitala. Jej stan nie został jeszcze oficjalnie podany.
Natalia kończy swój wpis apelem:
„Mam nadzieję, że ten post przeczyta jak najwięcej osób.”


