Lech Wałęsa właśnie przegrał kolejny proces ze Sławomirem Cenckiewiczem. Były prezydent chciał ukryć przed światem mroczne i wstydliwe kulisy młodości. Poszedł do sądu, bo poczuł się urażony określeniami na swój temat w książce historyka. Efekt? Odwrotny od zamierzonego. Zamiast uciszyć niewygodne fakty, sprawił, że teraz cała Polska czyta o jego chuligańskiej przeszłości.
Teraz wszyscy mówią tylko o tym mówią#
Lech Wałęsa przegrał kolejną sądową batalię z historykiem, Sławomirem Cenckiewiczem. Były prezydent wytoczył ciężkie działa, bo poczuł się urażony tym, że w książce Cenckiewicza padły pod jego adresem takie określenia jak "bandziorek", "sztacheciarz" czy "nożownik". Myślał, że uciszy badacza wyrokiem sądu, ale srogo się przeliczył.
Dlaczego? Bo Cenckiewicz niczego sobie nie wymyślił. Wszystkie te określenia to cytaty, które od lat funkcjonują w oficjalnych dokumentach. Sąd odrzucił roszczenia Wałęsy, a ten, wytaczając proces, wyświadczył sobie najgorszą z możliwych przysług. Próbował zakneblować usta historykowi, a w efekcie tylko nagłośnił sprawę na całą Polskę! Co dokładnie próbował przed nami ukryć?
Bójki i wyrywanie płotów. Oto młody Lech!#
Skąd w ogóle wzięły się tak brutalne przydomki u laureata Pokojowej Nagrody Nobla? Z przytoczonych w sądzie dowodów wyłania się obraz, który mocno odbiega od wizerunku męża stanu. W brytyjskiej biografii Rogera Boyesa pt. "Nagi prezydent" z 1995 roku opisano, że "niepewny swojej przyszłości Wałęsa stał się niesfornym nastolatkiem".
To właśnie stamtąd pochodzi relacja miejscowego chłopa, który pamiętał braci Wałęsów chodzących na odpusty pod przywództwem najmłodszego z nich, Lecha. Ich metody działania były szokujące. Zdarzało się często, że po drodze odrywali z płotów sztachety, by użyć ich potem w bójce. To przez te chuligańskie wybryki zyskał on miano "sztacheciarza".
"Scyzoryk" i notatki milicji. SB na tropie braci Wałęsów#
Ale na wyrywaniu płotów podobno się nie kończyło. Zrobiło się jeszcze groźniej. W książce Pawła Zyzaka z 2011 roku ujawniono, że Lech pełnił w grupie "rolę kierowniczą", a z racji tego, że "atakował nożem, zyskał sobie pseudonim nożownik, bądź scyzoryk"!
Ktoś mógłby powiedzieć, że to tylko plotki. Problem w tym, że te rewelacje idealnie pokrywają się z oficjalnymi pismami służb. Z udostępnionego pisma zastępcy Komendanta ds. SB w Lipnie z 15 listopada 1966 roku wprost wynika, że bracia Wałęsowie nie cieszyli się dobrą opinią wśród miejscowych. Dlaczego budzili postrach? Funkcjonariusze wskazali wprost na ich "chuligański tryb życia, skłonności do kradzieży i wywoływania bójek przy użyciu noża".
Były prezydent chciał załatwić sprawę po cichu w sądzie, ale ostatecznie sam strzelił sobie w kolano. Teraz Polacy zapamiętają go już nie tylko jako "Bolka", ale jeszcze "sztacheciarza" i "nożownika".


