To miała być zwykła przejażdżka, ale skończyło się jak w kiepskiej parodii „Szybkich i wściekłych”. Policja z Piaseczna opublikowała nagranie, na którym widać kierowcę miejskiego autobusu, który postanowił urządzić swoim pasażerom ekstremalną atrakcję, tyle że bez ich zgody i bez odrobiny zdrowego rozsądku.
Według informacji policji, mężczyzna prowadzący autobus nagle i bez żadnego ostrzeżenia wykonał gwałtowny manewr, który sprawił, że pasażerowie dosłownie wystrzelili w powietrze jak popcorn na patelni.
Funkcjonariusze nie owijają w bawełnę: to była „nieodpowiedzialna zabawa z bezpieczeństwem pasażerów”. Mówią wprost, że kierowca zachował się jak ktoś, kto pomylił samochód z karuzelą na festynie.
Na nagraniu widać, że pasażerowie nie mieli najmniejszych szans, żeby przygotować się na ten popis. Policja podkreśla, że takie zachowania mogą skończyć się tragicznie, a kierowca odpowiada za bezpieczeństwo wszystkich w aucie, nawet jeśli uważa się za lokalnego mistrza driftu.
Funkcjonariusze ustalili już tożsamość kierowcy i zapowiadają konsekwencje. Jak podkreślają, takie „żarty” mogą skończyć się nie tylko mandatem, ale też poważnymi obrażeniami pasażerów. A wszystko przez chwilę głupoty, która miała wyglądać efektownie.
Jak się okazało, kierowcą był 54-latek. Pasażerami zaś w większości nastolatkowie. Doświadczony mężczyzna chciał się popisać przed młodzieżą i "zapewnić im frajdę". W efekcie stracił prawo jazdy.


