Ciąg dalszy afery pedofilskiej i zoofilskiej w Kłodzku. Prasa lokalna już w 2011 pisała o zarzutach dla męża Kamili z Kłodzka. Świadczy to o tym, że lokalne struktury KO mogły już wtedy wiedzieć o sprawie, a mimo to Kamila L. brała udział w kolejnych kampaniach wyborczych.
Afera wokół Kamili z Kłodzka zatacza coraz szersze kręgi. Kobieta, która była aktywną działaczką Platformy Obywatelskiej, w czerwcu 2023 roku usłyszała zarzuty dotyczące zoofilii. Jej mąż wcześniej trafił do aresztu w związku z zarzutami o przestępstwa wobec małoletniej. W Kłodzku mówiło się o tym od dawna. Ludzie wiedzieli, a plotki krążyły w prywatnych rozmowach. Mimo zarzutów postawionych mężowi i jej, Kamila z Kłodzka brała udział w dwóch kampaniach wyborczych Platformy Obywatelskiej.
To właśnie ten element budzi największe emocje. Kobieta, wobec której toczyło się postępowanie, miała pomagać w dwóch kampaniach wyborczych. W jednej z nich pełniła funkcję pełnomocnika wyborczego kandydatki Platformy Obywatelskiej na burmistrza. W teorii lokalne władze PO mogły nie wiedzieć o jej sytuacji. W praktyce trudno w to uwierzyć, bo w mieście temat był powszechnie znany.
Według relacji dziennikarza z Wrocławia, Marcina Torza, o sprawie wiedzieli działacze z Wrocławia i Kłodzka. Mimo to współpraca trwała, a Kamila pojawiała się przy działaniach komitetów wyborczych.
Sprawa ma jeszcze jeden element. Kamila miała znać Monikę Wielichowską, jedną z najbardziej rozpoznawalnych twarzy PO na Dolnym Śląsku. Wielichowska do tej pory nie odniosła się do sprawy, co tylko podgrzewa atmosferę. W Kłodzku mówi się o tym coraz głośniej, bo to nie jest pierwszy przypadek, gdy osoba związana z lokalnymi strukturami partii ma poważne problemy z prawem.
Torz pokazał także wycinek z lokalnej gazety z 2011 roku. Dotyczył męża Kamili i zarzutów, które już wtedy były przedmiotem zainteresowania mediów. To kolejny element układanki, który sprawia, że pytania o wiedzę lokalnych działaczy PO są jak najbardziej zasadne.


