Klaudia Jachira, znana recydywistka absurdów, pochwaliła się niedzielnymi zakupami w Kopenhadze, uznając otwarte sklepy za dowód „wolności i normalności”. Zachęca, by podobne rozwiązania wróciły do Polski. Problem w tym, że jej własne biuro poselskie w niedzielę jest zamknięte. Czyli praca dla innych, relaks dla pani poseł. Według niej, fakt że Duńczycy pracują w niedzielę, świadczy o ich wolności. A w Polsce? Wolność według Jachiry to cudza praca i własny urlop.
Na swoim nagraniu posłanka mówi:
„Niedziela, właśnie wyszłam. Zrobiłam sobie zakupy. Tak jest właśnie w Danii (...). A jednak wiedzą co to wolność. I zachęcam do tego, aby przemyśleć. I tak też taka normalność może też wrócić do Polski.”
Brzmi jak manifest, ale logika się nie zgadza. Bo jeśli niedzielna praca to wolność, to czemu jej biuro poselskie w niedzielę było zamknięte?
Internauci nie zawiedli: „A pani biuro też otwarte w niedzielę?”#
Pod postem Jachiry posypały się komentarze, które, jak zwykle, trafiły w punkt:
„Odpoczywała pani w weekend? Fajnie było? A dlaczego innym każe pani w weekend pracować?”
„Ja się wybierałam w niedzielę do pani biura poselskiego, ale było zamknięte.”
„Skoro sklepy mają być otwarte, to może też biura poselskie i urzędy administracji publicznej?”
— dopytują internauci.
Instagram_klaudiajachiraWedług Jachiry „normalność” jest wtedy, gdy sama może robić zakupy, ale praca w niedzielę tylko dla innych.
Logika Jachiry: wolność to praca, ale nie dla mnie#
Wypowiedź posłanki to kolejny przykład politycznego kabaretu, w którym słowa znaczą wszystko i nic. Duńskie sklepy stają się symbolem wolności, ale polskie biura poselskie już nie. Pracownicy mają wrócić na niedzielne zmiany, ale posłowie — na weekendy do Kopenhagi.
Jeśli to ma być „normalność”, to chyba tylko w wersji VIP. Bo jak na razie, wolność według Jachiry to cudza praca i własny relaks.
Instagram_klaudiajachiraRecydywistka absurdu#
To nie pierwszy raz, gdy Klaudia Jachira daje popis swojej „błyskotliwości”. Wcześniej zasłynęła m.in. z występu w Sejmie z bananem, który miał symbolizować walkę z „dyktaturą absurdu”. W innym wystąpieniu porównywała polski rząd do „gangsterów z kreskówki”, a podczas debaty o bezpieczeństwie narodowym stwierdziła, że „największym zagrożeniem są emocje”. Jej TikTokowe przemowy, pełne teatralnych gestów i dziwacznych metafor, regularnie trafiają na listy najbardziej kuriozalnych wypowiedzi politycznych.


