Dwa dni na wywróconej łodzi, lodowata woda i świadomość, że jego bliscy nie przeżyli. 15-letni Derek Parker Aghnaanga został odnaleziony przez amerykańską Straż Przybrzeżną na Morzu Beringa. Chłopiec przetrwał katastrofę niewielkiej łodzi rybackiej, która przewróciła się podczas wyprawy na połów halibuta. Jego starszy brat i kuzyn zginęli.
Derek Parker Aghnaanga pochodzi z Savoonga, niewielkiej miejscowości położonej na wyspie St. Lawrence u wybrzeży Alaski. 4 września wypłynął na ryby wraz ze swoim 35-letnim starszym bratem Sidneyem Kulowiyi oraz kuzynem. Plan był prosty – wrócić do domu nad ranem 6 września. Łódź jednak nie pojawiła się w porcie.
Rodzina szybko zaczęła się niepokoić. Gdy stało się jasne, że mężczyźni i chłopiec nie wrócili zgodnie z planem, rozpoczęto poszukiwania. W akcję zaangażowała się amerykańska Straż Przybrzeżna.
W pewnym momencie niewielka, około 18-stopowa łódź przewróciła się na otwartym morzu. Derek znalazł się na jej kadłubie. Zamiast bezpiecznego powrotu do domu rozpoczęła się dramatyczna walka o życie.
Dwa dni na otwartym morzu#
Temperatura wody wynosiła około 10 stopni Celsjusza. W takich warunkach wychłodzenie organizmu może nastąpić bardzo szybko. Dla nastolatka oznaczało to konieczność przetrwania w ekstremalnie trudnych warunkach.
Derek pozostał na przewróconej łodzi przez około dwa dni. Nie miał możliwości ogrzania się ani wezwania pomocy w normalny sposób. Musiał czekać i liczyć na to, że ratownicy odnajdą go na ogromnym obszarze Morza Beringa.
W tym samym czasie wydarzyła się tragedia. Jego starszy brat znalazł się pod przewróconą łodzią i nie przeżył. Kuzyn przez pewien czas również utrzymywał się na powierzchni, jednak w nocy stracił siły i wpadł do morza. Derek pozostał sam.
„Znaleźliśmy dzieciaka. On żyje”#
Przełom nastąpił 7 września. Około godziny 10:30 załoga samolotu HC-130 należącego do amerykańskiej Straży Przybrzeżnej dostrzegła chłopca siedzącego na przewróconej łodzi, około czterech mil na wschód od wyspy St. Lawrence.
Ratownicy zrzucili mu tratwę, wyposażenie ratunkowe oraz środki pozwalające sygnalizować swoją obecność. W pobliżu znajdował się komercyjny kuter „The Northwest Explorer”. Jego kapitan, Adam White, otrzymał informację o odnalezieniu nastolatka i natychmiast skierował jednostkę w jego stronę.
Statek znajdował się około 39 mil od miejsca, w którym odnaleziono Dereka. Dotarcie do chłopca zajęło załodze około czterech godzin.
Ratownicy wciągnęli nastolatka na pokład. Derek miał objawy hipotermii. Załoga zaczęła go ogrzewać za pomocą koców i ciepłych okładów. Mimo skrajnego wyczerpania chłopiec był w stanie opowiedzieć kapitanowi, co wydarzyło się podczas wyprawy.
Adam White określił go później jako „tough kid” – wyjątkowo twardego i wytrzymałego dzieciaka.
Radość, która szybko zmieniła się w rozpacz#
W Savoonga rodzina śledziła akcję ratunkową. Gdy przez radio padły słowa: „Znaleźliśmy dzieciaka, on żyje” – bliscy Dereka zaczęli płakać i skakać z radości. Chwilę później pojawiło się jednak pytanie: „A gdzie reszta?”
Historia 15-letniego Dereka jest więc jednocześnie opowieścią o niezwykłej wytrzymałości i ogromnej stracie. Chłopiec przeżył około dwóch dni na wywróconej łodzi w zimnych wodach Morza Beringa. Został odnaleziony i uratowany, ale jego powrót do domu nie będzie powrotem do dawnego życia.
Przetrwał katastrofę, która odebrała mu dwóch bliskich ludzi. Dla niewielkiej społeczności Savoonga jego ocalenie stało się powodem do ogromnej radości, ale także bolesnym przypomnieniem ceny, jaką czasem trzeba zapłacić za życie na morzu.


