Para dziennikarzy wypadła śpiewająco, ale prawdziwe emocje zaczęły się dopiero po zejściu z anteny. Adrian Borecki w rozmowie z BlaskOnline zdradza, co wydarzyło się za kulisami, dlaczego występował mimo złamanej stopy i jak publiczność w Chełmie zmieniła ten wieczór w coś absolutnie wyjątkowego.
Choć na scenie wyglądali, jakby robili to od lat, mało kto wiedział, że Adrian Borecki jeszcze niedawno chodził w ortopedycznym bucie po złamaniu stopy. Mimo tego duet Borecki–Gołda poradził sobie śpiewająco i to na żywo, przed kilkutysięczną publicznością w Chełmie.

Tego wieczoru para dziennikarzy zaśpiewała utwór Krzysztofa Krawczyka „Za tobą pójdę jak na bal”, czym porwali publiczność w Chełmie. Ich wspólny występ stał się jednym z najbardziej komentowanych momentów sylwestrowej imprezy i to mimo kulis, o których widzowie nie mieli pojęcia.
W rozmowie z BlaskOnline dziennikarz przyznaje, że nawet przez moment nie myślał o rezygnacji z występu.
„Nie było zagrożenia, bo wiedzieliśmy, że jak coś, to wystąpię na siedząco”
– mówi z uśmiechem.

But ortopedyczny zdjęty tylko na chwilę#
Kontuzja wciąż daje o sobie znać.
„Zdjęcie buta ortopedycznego było tylko na czas Sylwestra”
– podkreśla Borecki i dodaje, że na co dzień musi go nosić cały czas i czeka go jeszcze co najmniej dwa tygodnie chodzenia w stabilizatorze.
Podczas imprezy zdejmował go dosłownie na moment, tuż przed wyjściem na scenę.
Próby z Aleksandrą Gołdą: „Świetna zabawa”#
Przygotowania do występu były krótkie, ale intensywne.
„Kilka razy spotkałem się z Olą, żeby przećwiczyć numer. Traktowaliśmy to w formie zabawy, szczególnie ja, bo Ola śpiewa. Dla mnie, jako nieprofesjonalnego wokalisty, tylko amatora, była to po prostu świetna zabawa”
– opowiada.
Publiczność w Chełmie zrobiła swoje#
Jak zdradził nam w rozmowie, reakcja ludzi pod sceną przeszła jego oczekiwania.
„Jeśli chodzi o osoby w Chełmie pod sceną, to coś fantastycznego”
– mówi Borecki.
„Przed sceną było kilka tysięcy ludzi, z którymi wspólnie zaśpiewaliśmy przedostatni refren, słychać to na nagraniu”
– dodaje dziennikarz.

Kulisy po transmisji #
Największa magia wydarzyła się jednak już po zakończeniu telewizyjnej transmisji.
„Mogę też zdradzić, że jak już zeszliśmy z anteny i skończyła się transmisja w telewizji, to jeszcze trzy razy śpiewaliśmy refren z publicznością a cappella. Wszyscy fantastycznie się bawili”
– wspomina.
Czy duet wróci na scenę?#
Na pytanie o kolejne wspólne występy z Aleksandrą Gołdą, Borecki odpowiada krótko, ale z uśmiechem:
„Cytując klasyka... czas pokaże”.
Adrian Borecki pokazał nam nie tylko dystans do siebie, ale również ogromną lekkość, profesjonalizm i radość z przebywania z ludźmi. Ten występ, mimo kontuzji, o której mało kto wiedział udowodnił, że czasem zapadają w pamięć momenty, które powstają ze spontanicznej zabawy i dobrej energii. I tak na pewno ten występ zostanie zapamiętany przez publiczność, która razem z nami bawiła się na Wystrzałowym Sylwestrze, nie tylko pod sceną w Chełmie.


