Angelina Jolie znów jest na ustach świata, ale tym razem nie z powodu czerwonego dywanu, tylko najbardziej intymnego projektu w swoim życiu. Jej nowy film „Couture” jeszcze nie trafił do kin, a już wywołuje emocje, bo aktorka przyznała, że podczas zdjęć nosiła naszyjnik z prochami swojej matki, Marcheline Bertrand.
To nie jest zwykła rola. To coś, co Jolie określa jako „rozmowę z własną historią”.

Film, który ją obnaża. Jolie gra kobietę z rakiem piersi i wraca do własnych traum#
W nowym filmie „Couture” Jolie wciela się w reżyserkę, która dowiaduje się o agresywnym raku piersi. Dla niej to nie fikcja, to echo rodzinnej tragedii.
Jej matka, ciotka i babcia zmarły na nowotwory piersi i jajnika. Jolie sama przeszła profilaktyczną podwójną mastektomię po wykryciu genu BRCA1. Dlatego, jak mówi, na planie była „odsłonięta jak nigdy”.
„To nie jest film o śmierci. To film o życiu do ostatniego oddechu”
— podkreśla.
Naszyjnik z prochami matki. „Pomagał mi oddychać”#
Najbardziej poruszający szczegół? Jolie przyznała, że podczas zdjęć nosiła naszyjnik z prochami Marcheline Bertrand.
Mówi, że dawało jej to poczucie obecności matki i pomagało przejść przez emocjonalne sceny. To właśnie ta szczerość sprawiła, że film stał się dla niej terapią, a nie projektem zawodowym.

Rozmowa z córkami. „Ten film otworzył nam drzwi”#
Jolie zdradziła też, że praca nad „Couture” pomogła jej porozmawiać z córkami o raku piersi, dziedziczności i strachu, który towarzyszy kobietom w jej rodzinie.
„To był moment, w którym mogłyśmy wreszcie powiedzieć wszystko na głos”
— przyznała.
Premiera już za chwilę. Hollywood mówi: to będzie jej najważniejsza rola od lat
„Couture” wchodzi do kin 26 czerwca i już teraz mówi się, że to najbardziej osobisty film Jolie od czasu „Przerwanej lekcji muzyki”.


