27 czerwca to dzień, w którym swoje urodziny świętuje jeden z najbardziej rozpoznawalnych polskich aktorów wszech czasów. Bogusław Linda kończy dziś 74 lata, a jego droga na szczyt polskiego kina była dużo bardziej wyboista, niż mogłaby sugerować jego ekranowa twardość.
Chorowity chłopiec, który nie przypominał twardziela#
Trudno to sobie dziś wyobrazić, patrząc na filmową kreację Franza Maurera, ale młody Bogusław Linda, urodzony w 1952 roku w Toruniu, w dzieciństwie wcale nie był pewnym siebie macho. Jak sam wspominał w wywiadzie-rzece „Zły chłopiec”, zmagał się z problemami zdrowotnymi i regularnie stawał się celem ataków rówieśników. Podczas wakacyjnych wyjazdów z kuzynem nierzadko wdawał się w bójki z miejscowymi chłopakami. Być może to właśnie te wczesne doświadczenia nauczyły go później, jak grać siłę, której naprawdę nie miał.

Jego rodzice, matka Alina, wykładowczyni akademicka, i ojciec, dyrektor banku, rozwiedli się, gdy był jeszcze dzieckiem. Wychowywali go naprzemiennie. Po toruńskim liceum młody Linda wyjechał do Krakowa, gdzie dostał się na słynną PWST. Studia skończył w 1975 roku spektaklem dyplomowym „Szewcy” Witkiewicza, a debiut na deskach krakowskiego Starego Teatru zaliczył jeszcze tego samego roku.
Od kina moralnego niepokoju do twardziela z „Psów”#
Zanim Polska poznała go jako bezwzględnego, cynicznego policjanta, Linda był aktorem zupełnie innego formatu, wrażliwym, subtelnym, cenionym przez najwybitniejszych reżyserów swojej epoki. Zagrał u Andrzeja Wajdy w „Człowieku z żelaza” i „Dantonie”, u Agnieszki Holland w przejmującej „Kobiecie samotnej”, a u Krzysztofa Kieślowskiego w „Przypadku”, filmie uznawanym dziś za jedno z najwybitniejszych osiągnięć polskiego kina. Rola Witka Długosza, którego losy zależą od pozornie błahych decyzji, do dziś pozostaje jednym z najczęściej przywoływanych przykładów jego dramatycznego talentu.

Przełom przyszedł na przełomie lat 80. i 90. Najpierw „Kroll” Władysława Pasikowskiego. Ten surowy, bezlitosny obraz polskiego wojska, zapoczątkował jedną z najważniejszych współpracy reżyserskich w jego karierze. A potem, w 1992 roku, na ekrany wszedł film, który zmienił wszystko: „Psy”. Linda jako Franz Maurer stał się ikoną kina lat 90., symbolem transformacji ustrojowej i wzorem męskości dla całego pokolenia. Wizerunek „twardziela” przylgnął do niego na resztę kariery, choć, jak sam podkreślał w wywiadach, czuł zdrowy dystans do bycia traktowanym jako „postać kultury masowej”.
Próby ucieczki od wizerunku, które się nie do końca udały#
Po latach grania bezwzględnych bohaterów Linda zaczął świadomie szukać innych ról. W 1995 roku w „Tacie” Macieja Ślesickiego wcielił się w ojca walczącego o prawo do opieki nad córką. Jest to jedna z jego najbardziej cenionych dramatycznych kreacji. Grał Petroniusza w „Quo vadis” Jerzego Kawalerowicza, księdza Robaka w „Panu Tadeuszu” Wajdy, a w 2016 roku, już jako mocno doświadczony aktor, Władysława Strzemińskiego w „Powidokach”, również u Wajdy. Próbował też swoich sił jako reżyser, realizując m.in. „Sezon na leszcza” i „Jasne błękitne okna”.
Mimo tych prób, dla milionów widzów wciąż pozostaje przede wszystkim ekranowym twardzielem, co momentami budziło w nim samym mieszane uczucia, a wśród krytyków wywoływało spory o to, czy „sprzedał się” popkulturze, czy po prostu ewoluował jako artysta.
Skomplikowane życie sercowe pełne tajemnic#
Życie prywatne Lindy jest równie fascynujące, choć aktor zawsze chronił je z iście twardzielowską konsekwencją. Jego pierwszą żoną była Lidia, rehabilitantka z zawodu, z którą w 1979 roku przyszli na świat bliźniacy, synowie Mikołaj i Michał. Obaj, jak głoszą medialne relacje, związali się z pracą w służbach mundurowych i ze względu na charakter swoich obowiązków konsekwentnie unikają mediów i nie pokazują publicznie swojego wizerunku.

W latach 80. Linda miał także romans z Moniką Jaruzelską, córką generała Wojciecha Jaruzelskiego, choć oboje zawsze trzymali tę relację daleko od kamer. Przez pewien czas wiązano go też z aktorką Polą Raksą.
Punktem zwrotnym w jego życiu osobistym był rok 1991 i plan filmowy „Krolla”, gdzie poznał Lidię Popiel, modelkę i fotografkę, w tamtym czasie wciąż zamężną z malarzem Witoldem Popielem. Romans wybuchł na dobre, mąż Lidii długo nie chciał zgodzić się na rozwód, ale zmienił zdanie, gdy dowiedział się, że jest w ciąży. W 1992 roku na świat przyszła Aleksandra, jedyna córka Lindy i Popiel, która poszła w ślady obojga rodziców i również związała się z aktorstwem i modelingiem. Para sformalizowała związek w 2000 roku i od tamtej pory pozostaje jedną z najbardziej dyskretnych, a jednocześnie najtrwalszych par polskiego show-biznesu, dziś to już ponad ćwierć wieku małżeństwa.
Człowiek, nie tylko twardziel#
„Nie żyję z postacią filmową ani aktorem, tylko z człowiekiem”
— powiedziała kiedyś o swoim mężu Lidia Popiel w rozmowie z Onetem, dodając, że na prywatnym, podwarszawskim podwórku w Komorowie nie ma miejsca na odgrywanie ról.
To może najlepsze podsumowanie tego, kim naprawdę jest Bogusław Linda. Aktor, który przez dekady budował wizerunek nieugiętego twardziela, a w rzeczywistości całe życie starał się chronić to, co dla niego najważniejsze: rodzinę, prywatność i wolność od bycia zredukowanym do jednej, kultowej roli. Dziś, w dniu swoich 74. urodzin, wciąż pozostaje jedną z najbardziej wyrazistych i niepowtarzalnych postaci polskiego kina.


