Maja Chwalińska wciąż zbiera gratulacje po sensacyjnym występie w Roland Garros 2026. Polska tenisistka, która rozpoczęła turniej od kwalifikacji, dotarła aż do wielkiego finału, gdzie musiała uznać wyższość Mirry Andriejewej. Jej znakomita gra przyciągnęła uwagę nie tylko kibiców i ekspertów, ale także światowych gwiazd.
Wśród widzów finałowego spotkania na trybunach kortu Philippe-Chatrier pojawił się m.in. Brad Pitt. Hollywoodzki aktor śledził mecz w towarzystwie swojej partnerki Ines de Ramon i żywiołowo reagował na wydarzenia na korcie.
Okazuje się jednak, że sama Chwalińska nie miała pojęcia, że obserwuje ją jeden z największych gwiazdorów światowego kina.
O obecność Brada Pitta na trybunach została zapytana w programie „Fakty po Faktach” na antenie TVN24. Jej reakcja rozbawiła prowadzącą i widzów.
„Właśnie nie widziałam. I całe szczęście. Boże, całe szczęście, bo chyba bym tam umarła”
– przyznała ze śmiechem.
Po chwili dodała, że świadomość obecności słynnego aktora wcale nie pomogłaby jej w grze.
„Zagrałabym jeszcze gorzej”
– zażartowała.
Jak relacjonowano w programie, Pitt nie tylko oglądał mecz, ale także nagradzał zagrania Polki brawami. Gdy Chwalińska usłyszała o tym od prowadzącej, nie kryła zaskoczenia.
„Dam to sobie w ramkę. Jak najbardziej”
– odpowiedziała z uśmiechem.
24-letnia tenisistka podkreślała, że mimo ogromnej stawki finału najbardziej zapamięta wsparcie kibiców i wyjątkową atmosferę panującą na korcie centralnym.
„Czułam wsparcie kibiców i to było dla mnie niesamowite doświadczenie, którego nie zapomnę”
– mówiła.
Choć finał Roland Garros nie zakończył się dla niej zwycięstwem, Chwalińska osiągnęła największy sukces w dotychczasowej karierze. Dzięki świetnemu występowi w Paryżu awansowała do ścisłej czołówki światowego tenisa, a jej historia stała się jedną z największych sensacji tegorocznego sezonu.
A fakt, że z trybun oklaskiwał ją sam Brad Pitt, jest tylko jednym z symboli tego, jak wielkie zainteresowanie wzbudziła podczas paryskiego turnieju.


