„Dzień przed przyjazdem do studia okazało się, że mój synek Staś ma nowotwór mózgu” – wyznała CamaSutra. Zamiast świątecznego pieczenia pierników był oddział onkologii i operacja. Wokalistka disco polo po raz pierwszy tak otwarcie opowiedziała o dramacie, który rozgrywa się w jej domu.
Małgorzata Główka, znana publiczności jako CamaSutra, która na scenie przyzwyczaiła fanów do energii i uśmiechu, tym razem mówiła spokojnie, momentami z trudem łapiąc oddech.
Małgorzata Główka jest mamą siedmioletnich bliźniąt. W sierpniu publicznie poinformowała, że jej córka Zosia cierpi na porażenie mózgowe. To była pierwsza tak osobista deklaracja. Grudzień przyniósł kolejny, znacznie cięższy cios.
Tuż przed świętami artystka miała wystąpić w programie i wspólnie z dziećmi piec pierniki na wizji.
„Dzień przed przyjazdem do studia okazało się, że mój synek Staś ma nowotwór mózgu”
– powiedziała.
Zamiast telewizyjnych kamer był szpitalny oddział onkologiczny. Staś przeszedł operację, a dziś jest w trakcie chemioterapii.
„Czuję teraz ulgę, że to powiedziałam. Teraz to Staś jest bardziej chory niż Zosia. 4 marca wracamy na kolejną chemię, a ja chyba podchodzę do tego zadaniowo. W opiekę i logistykę zaangażowana jest cała rodzina, dziadkowie z obu stron, a dla mnie największym wsparciem jest moja mama, która zrezygnowała ze swojego życia i zamieszkała z nami, by pomagać mi w opiece nad dziećmi. To ona jest moim psychologiem, psychoterapeutą i to zawsze do niej wykonuję ten pierwszy telefon”
– wyznała.
Wokalistka wróciła też do momentu, gdy poinformowała o chorobie córki.
„Po informacji o chorobie Zosi, po hejcie, który się wtedy na nas wylał, byłam zdruzgotana. Przecież nikt nie widzi mnie w dresie, kiedy dźwigam zakupy, kiedy znoszę córkę z chodzikiem z 3. piętra. Nikt nie wie, jak wygląda nasze życie. Dostaję wsparcie od rodziców dzieciaków. Kiedy spotykamy się na chemii jesteśmy rodziną, rozumiemy nasze problemy. Jestem wtedy jedną z nich”
– dodała.
Choć jej codzienność wyznaczają terminy kolejnych chemii i szpitalne korytarze, nie zrezygnowała z pracy. Wciąż koncertuje, nagrywa teledyski, staje na scenie. Nie po to, by udowadniać siłę. Raczej po to, by utrzymać równowagę między dramatem a normalnością.
Za scenicznym pseudonimem kryje się dziś przede wszystkim matka, która nauczyła się funkcjonować w trybie zadaniowym. Z kalendarzem w ręku i telefonem do mamy na szybkim wybieraniu.


