Krzysztof Rutkowski cudem uniknął śmierci. A przynajmniej tak relacjonuje na swoim profilu na Instagramie. Co się stało? Wieczorem z sufitu runął ważący kilkadziesiąt kilogramów żyrandol i spadł zaledwie dwa metry od niego.
Witam Was z mojego pięknego domu, w którym wczoraj byłem dosłownie dwa metry od śmierci. Zastanawiacie się, dlaczego? Taki piękny żyrandol, jak ten, który tutaj wisi i waży około 200 kg, wisiał również na tym suficie. Zobaczcie - siedziałem na tej kanapie, oglądałem telewizję, kiedy już dałem dzieciom kolację. Była godzina 23:30 i praktycznie na moich oczach, przede mną, runął na podłogę żyrandol. W tym roku doświadczyłem trzęsienia ziemi, samolot prawie spadł ze mną nad Phuket, mój przyjaciel wypadł z jachtu również na jednej z wysp przy Phuket, pochowałem mojego współpracownika i przyjaciela Kamila
- słyszymy na nagraniu.
Czy jest to oszukać przeznaczenie? (...) Ale myślę, że jestem urodzony pod dobrą gwiazdą i jeszcze nie przyszedł ten czas i ta pora. Żona wyjechała, świat się wali, chata się rozsypuje
- dodał.
Żyrandol, który spadł zaledwie dwa metry od Rutkowskiego, został zamontowany dwa lata temu, kosztował 15 tys. euro i był wykonany z kryształów Swarovskiego.


