Zginęli rodzice 8-miesięcznego niemowlęcia, potrąceni na chodniku przez pędzącego kierowcę. Jak się okazuje, prezydent Krakowa Aleksander Miszalski wiedział o niebezpieczeństwie na tym odcinku już dwa lata wcześniej i nic z tym nie zrobił. Filip Chajzer, który mieszka kilka minut od miejsca tragedii, nie potrafił przejść obok tego obojętnie i przypomniał, że sam wie, czym jest strata dziecka w wypadku samochodowym. Zamiast współczucia, część internautów odpowiedziała mu hejtem.
To, co wydarzyło się w sobotę na krakowskim Podgórzu, wstrząsnęło całą Polską. Na rogu ulic Solnej i Nadwiślańskiej pędzący samochód wjechał na chodnik i uderzył w spacerujące tam małżeństwo z wózkiem. 32-letni rodzice zmarli w szpitalu, a ich 8-miesięczne dziecko wciąż walczy o życie. Zatrzymany 26-letni kierowca był trzeźwy, a śledczy wskazują na brawurową jazdę i nadmierną prędkość.

„Bądźmy gotowi na pomoc”. Pierwsza reakcja Chajzera#
Wśród osób, które nie mogły przejść obok tej tragedii obojętnie, znalazł się Filip Chajzer. Prezenter, prowadzący dziś własny biznes gastronomiczny, mieszka zaledwie kilka minut od miejsca wypadku. Zaapelował do swoich obserwujących, by byli gotowi pomóc, jeśli taka pomoc okaże się potrzebna.
Osobisty dramat, o którym Chajzer mówi od lat#
Trudno się dziwić, że ta konkretna tragedia poruszyła go głębiej niż niejednego komentatora. Chajzer sam, ponad dziesięć lat temu, przeżył najgorszy koszmar, jaki może spotkać rodzica. W lipcu 2015 roku w wypadku samochodowym zginął jego dziewięcioletni syn Maksymilian. Chłopiec jechał autem swojego dziadka, teścia Chajzera. Pojazd zjechał z drogi i uderzył w naczepę ciężarówki. Maks zginął na miejscu.

O tym, jak bardzo ta strata odmieniła jego życie, Chajzer opowiadał później wielokrotnie. Mówił otwarcie o depresji, dwóch próbach samobójczych i o tym, że ból po stracie dziecka nie mija nigdy, a jedynie uczy się z nim żyć.
Miasto wiedziało. Ostrzegali dwa lata wcześniej#
Sprawa robi się jeszcze bardziej bolesna w świetle dokumentów, które właśnie wypłynęły. Jak ujawnił na Instagramie sam Chajzer, już w sierpniu 2024 roku, a więc dwa lata przed tragedią, krakowski radny Rafał Zawiślak wysłał do ówczesnego prezydenta miasta Aleksandra Miszalskiego oficjalną interpelację, w której alarmował o „notorycznym przekraczaniu dopuszczalnej prędkości” właśnie na ulicy Zabłocie, w rejonie skrzyżowania z ulicą Solną, a więc dokładnie tam, gdzie w sobotę doszło do tragedii. Radny proponował konkretne rozwiązania: mini rondo oraz wyspowe przejścia dla pieszych, które fizycznie zmusiłyby kierowców do zwolnienia.

Odpowiedź urzędu była rozczarowująca. Miejski Inżynier Ruchu przeprowadził pomiary, z których wynikało, że „większość pojazdów nie przekraczała dozwolonej prędkości” i na tej podstawie uznano, że nie ma podstaw do wprowadzania natychmiastowych zmian.
Nic dziwnego, że post Chajzera z dokumentem interpelacji w tle wywołał falę oburzenia. We wtorek o 18:00 mieszkańcy Krakowa mają się zresztą spotkać dokładnie na skrzyżowaniu Solnej i Zabłocia, żeby zapalić znicze pamięci ofiar i przypomnieć władzom miasta o swoich postulatach dotyczących bezpieczeństwa.
Zamiast wsparcia – fala hejtu#
Gdy pod kolejnym wpisem o krakowskiej tragedii pojawił się internauta, który napisał do Chajzera obraźliwy komentarz, prezenter odpowiedział mu wprost, przypominając własną stratę i podkreślając, że nikomu nie życzyłby podobnego doświadczenia. Nie da się ukryć, że to nie pierwszy raz, kiedy temat śmierci jego syna staje się pretekstem do internetowej agresji.
Tym razem jednak Chajzer nie odpuścił i odpowiedział twardo, przypominając, że hejt wymierzony w rodzica po stracie dziecka to jedna z najbardziej podłych rzeczy, jakie można zrobić drugiemu człowiekowi.


