Nazwisko Artura Habowskiego od kilku dni nie schodzi z czołówek portali informacyjnych. To on miał stać za jednym z najgłośniejszych skandali ostatnich miesięcy w warszawskiej służbie zdrowia, nielegalnym „biznesem” prowadzonym w prosektorium Warszawskiego Szpitala Południowego. Kim jest mężczyzna, którego branża funeralna miała nazywać człowiekiem budującym „prywatne królestwo” na poziomie -1 szpitala, który miał służyć wszystkim?
Od noszenia trumien do koordynatora prosektorium#
Z wywiadu, jakiego Habowski udzielił lokalnemu „Kurierowi Żuromińskiemu” w 2017 roku, wyłania się obraz jego wczesnej drogi zawodowej. Opowiadał wtedy, że z branżą pogrzebową zetknął się jeszcze jako nastolatek, ponieważ za noszenie trumny na pogrzebach dorabiał do skromnego kieszonkowego, a w niektóre soboty potrafił zarobić nawet 200 złotych. Z czasem został laborantem sekcji zwłok i balsamistą, by finalnie objąć w Warszawskim Szpitalu Południowym stanowisko koordynatora pracy prosektorium. Czyli funkcję, która, jak ustalił Onet, została w placówce utworzona w trybie specjalnym.

Hades Szpitala Południowego#
Dziś, niespełna czterdziestoletni, miał zbudować w podziemiach nowoczesnego szpitala pozycję niemal nieograniczonej władzy nad ciałami zmarłych pacjentów. Wszystko za przyzwoleniem ówczesnego kierownictwa placówki.
Mechanizm: karty zgonu jako klucz do rodzin w żałobie#
Sercem opisywanego przez media procederu był dostęp do kart zgonu. W zdecydowanej większości polskich szpitali rodzina odbiera ten dokument w sekretariacie oddziału lub dziale statystyki. W Szpitalu Południowym trafiał on wprost do biura koordynatora prosektorium, a to oznaczało, że każda pogrążona w żałobie rodzina musiała przejść przez gabinet Habowskiego, by załatwić podstawowe formalności.
Według „cennika” ujawnionego przez Onet, za samą zgodę na wydanie ciała była pobierany opłata rzędu 100 zł, ubranie i kosmetyka zwłok kosztowały od 500 zł, balsamacja – 1000 zł (w okresie pandemii nawet dwukrotnie więcej), a najbardziej dochodowe miało być „polecenie” rodzinie konkretnego zakładu pogrzebowego, od 1500 zł wzwyż, płatne bezpośrednio do kieszeni koordynatora. Z wyliczeń portalu Zero.pl wynika, że tylko w ciągu dwóch miesięcy 2025 roku w prosektorium ubrano ponad 80 ciał, co przy najniższych stawkach miało dać ponad 40 tys. zł nieopodatkowanego zysku.
Firmy pogrzebowe, które nie chciały się dzielić zyskiem, miały spotykać się z celowym wydłużaniem czasu oczekiwania na ciała, a w skrajnych przypadkach nawet z wydawaniem zwłok w zanieczyszczonym stanie.
Biznes rodzinno-koleżeński: Pros-med i zakład pogrzebowy Sacrum#
Habowski od lat jest prezesem spółki Pros-med, zajmującej się sprzedażą sprzętu dla branży funeralnej, w której zakresie działalności figuruje też działalność pogrzebowa. Połowę udziałów w tej spółce ma sam Habowski, a drugą Dominika Jaskuła, która do września 2025 roku była współwłaścicielką i członkinią zarządu warszawskiego zakładu pogrzebowego Sacrum, działającego m.in. na Ursynowie, czyli w tej samej dzielnicy co Szpital Południowy. To właśnie ta firma miała być, zdaniem informatorów tą najczęściej „polecaną” rodzinom przez koordynatora.

Osobnym wątkiem biznesowym Habowskiego jest marka Balsamista.eu, czyli sklep i szkolenia z zakresu balsamacji oraz przygotowania zwłok, częściowo prowadzone, jak wynika z doniesień, także na terenie samego szpitala, z udziałem ciał zmarłych pacjentów. Z komunikatu opublikowanego pod koniec czerwca 2026 roku na profilu tej marki wynika, że Habowski i jego dotychczasowa wspólniczka w tym przedsięwzięciu rozdzielili się biznesowo, a on prowadzi obecnie sklep samodzielnie.
Media społecznościowe: drastyczne zdjęcia i wynajem „na plan filmowy”#
Habowski prowadził też aktywne konto na Instagramie, na którym publikował zdjęcia rozczłonkowanych ciał, w tym osób po spaleniu, dekapitacji czy z ranami postrzałowymi, z których część algorytm oznaczał jako „treści drastyczne”. Profil zniknął z sieci krótko po nagłośnieniu sprawy, choć podobne materiały miały pozostać dostępne na jego koncie na Facebooku.
Do tego dochodzi wątek, który ujawnił Zero.pl: w kwietniu 2024 roku Habowski miał w facebookowej grupie „Lokacje Filmowe” oferować wynajem szpitalnego prosektorium ekipom produkcyjnym, pisząc, że jest w stanie zorganizować „karawany, trumny, urny i czego dusza zapragnie”. Według relacji internautów, w godzinach, w których rodziny odbierały karty zgonu, na miejscu kręcony był serial, a ekipa filmowa miała uciszać rozmawiające ze sobą, pogrążone w żałobie osoby.
Co na to prokuratura i sam Habowski#
Sprawą zajęła się Prokuratura Rejonowa Warszawa-Ursynów, która wszczęła postępowanie wyjaśniające w związku z doniesieniami medialnymi. Warto jednak zaznaczyć, że formalny wątek śledztwa, jaki obecnie prowadzą śledczy, dotyczy nie wymuszeń czy handlu ciałami, a domniemanego podrobienia jego pieczątki na kartach zgonu. Zawiadomienie w tej sprawie złożył sam Habowski, twierdząc, że podczas jego urlopu ktoś bezprawnie się nią posłużył. Część rozmówców z branży funeralnej ocenia to jako próbę odwrócenia uwagi od głównych zarzutów.


