Poseł Paweł Jabłoński złożył do Najwyższej Izby Kontroli kolejne pismo, w którym domaga się rozszerzenia kontroli nad wydatkami Ministerstwa Energii. Według niego w resorcie miało dochodzić do zakupów, które trudno uznać za racjonalne w instytucji publicznej.
W dokumentach, do których odwołuje się poseł, pojawiają się przykłady wyposażenia zamawianego przez ministerstwo: kanapy i stoliki za 54 tys. zł, luksusowe fotele z elektrycznie sterowanymi zagłówkami oraz sprzęt fotograficzny wart ponad 100 tys. zł. Jabłoński podkreśla, że mebli nie było wiele, ale ich standard miał znacząco odbiegać od tego, czego można oczekiwać w urzędzie finansowanym z budżetu państwa.

Dodatkowe wątpliwości wzbudziła lokalizacja Ministerstwa Energii przy ul. Książęcej w Warszawie. Podczas kontroli poselskiej Jabłoński miał zobaczyć niemal puste piętra biurowca, zamknięte pokoje i brak podstawowej obsługi recepcyjnej. Według jego szacunków utrzymanie tej przestrzeni może kosztować nawet milion złotych rocznie.
Właśnie w tym kontekście poseł zamieścił komentarz, który natychmiast przyciągnął uwagę opinii publicznej. Odnosząc się do sygnałów o „pokoju wypoczynkowym” w ministerstwie, napisał:
„Ciekawe, czy pan Marian Zmarzły spodziewał się, do czego doprowadzi jego wieczorna wizyta w ‘pokoju wypoczynkowym’ z koleżanką…”
To sugestia, że część zgłaszanych nieprawidłowości mogła wyjść na jaw przypadkiem i że sprawa ma również wymiar obyczajowy.
W piśmie skierowanym do NIK poseł wnioskuje o sprawdzenie zasadności przetargów, gospodarności wydatków oraz ewentualnych naruszeń procedur. Zapowiada również, że kolejne zgłoszenia dotyczące wydatków publicznych będą analizowane i przekazywane do odpowiednich instytucji.
Sprawa budzi duże zainteresowanie, bo Ministerstwo Energii działa dopiero od 2025 roku, a mimo to, jak twierdzi Jabłoński, już zdążyło wygenerować koszty, które wymagają szczegółowego wyjaśnienia.


