Jan Hartman postanowił skomentować krakowskie referendum, ale chyba nie przewidział, że internet szybko zrobi mu korepetycje z matematyki. W swoim wpisie przekonywał, że „kilka tysięcy ludzi, którzy nie chcieli odwołania Miszalskiego, niepotrzebnie poszło na referendum. Sami sobie zaszkodzili, nie słuchając próśb i rad, by referendum zbojkotować.” Problem w tym, że… to nieprawda. Hartman postanowił więc skasować własny wpis. Cóż, matematyka go pokonała, a demokracja zaskoczyła.
Jan Hartman zdążył już przyzwyczaić swoich obserwatorów do ostrych komentarzy politycznych, ale tym razem chyba sam się zdziwił skalą reakcji. Hartman niedługo później go usunął, ale internet, jak wiadomo, pamięta wszystko.

„Katastrofa logiczna”? Internauci szybko wyjaśnili, gdzie leży problem#
Hartman nazwał wynik referendum „katastrofą logiczną, a nie polityczną”, sugerując, że wyborcy, którzy chcieli poprzeć Miszalskiego, powinni byli zostać w domach.
Pod postem natychmiast pojawiły się komentarze, które punktowały, że jego teza nie ma pokrycia w faktach. Najmocniej wybrzmiał wpis jednego z użytkowników:
„Nawet gdyby absolutnie nikt nie zagłosował przeciwko odwołaniu prezydenta, sama frekwencja (ponad 171 tysięcy osób) wystarczyłaby z nawiązką (o niespełna 13 tysięcy głosów), aby referendum osiągnęło próg ilościowy i stało się wiążące.”
Inny komentujący dodał:
„Pan profesor chyba nie policzył. Albo policzył, ale wyszło nie tak, jak chciał.”
Kolejny internauta, zauważył:
„Krakowianie w sposób demokratyczny odwołali nieudacznika. Słychać kwik. Demokracja to nie dobra jest. Tamci wygrali - demokracja to nie dobra jest”.
Czyli krótko: bojkot niczego by nie zmienił, ponieważ matematyka jest bezlitosna.

Wróżbita Hartman przewiduje przyszłość#
Post zniknął, ale Hartman już wie, kto będzie prezydentem. Przed skasowaniu wpisu Hartman zdążył już ogłosić, że kolejnym prezydentem Krakowa będzie ktoś z KO.
Czy to analiza? Czy może wróżenie z fusów? Czas pokaże.
Po tej serii komentarzy wpis Hartmana… zniknął. Została tylko pamięć internetu i screeny.


