Aug 2, 2026 3:00 PM

Joanna Racewicz opublikowała emocjonalny wpis, w którym skrytykowała sposób obchodzenia godziny „W” 1 sierpnia w centrum Warszawy. W jej ocenie atmosfera, która zaczyna się od podniosłej ciszy, szybko zamienia się w „krzyki o chwale, dym i ryk”. Celebrytce, nomen omen, Racewicz przeszkadzają race, które pojawiają się tam zawsze i robią specyficzną oprawę wydarzenia. Internauci przypominają, że dokładnie tak wygląda to od lat.

Od dekady oprawę na rondzie Dmowskiego organizuje środowisko Roberta Bąkiewicza: tłum ludzi, syreny, flagi, race, przemówienie.

Rok w rok ten sam scenariusz, znany każdemu, kto choć raz był w centrum o 17:00. Dla tysięcy Warszawiaków to ważny, emocjonalny rytuał, moment wspólnoty i hołdu dla Powstańców.

Dlatego wielu odebrało słowa Racewicz jako zgrzyt wobec ludzi, którzy przychodzą tam z autentycznej potrzeby serca.

W komentarzach przewija się myśl: jeśli komuś nie odpowiada ta forma, zawsze może zostać w domu, choćby z różowym orłem, który stał się znakiem jej własnych, bardziej performatywnych obchodów.

W praktyce mamy więc klasyczny internetowy zderzak: z jednej strony osobiste odczucia Racewicz, z drugiej wieloletnia tradycja, którą warszawiacy traktują jak swój sposób pamięci.

A dyskusja, jak co roku, rozgrzała się szybciej niż race na rondzie.

Joanna Racewicz

Dziennikarka wzięła symboliczny ślub sama ze sobą

Comments
anonymous profile image
Powered by RoundtableBuilt on infrastructure designed for real-time media. Learn more at RTB.io.© Roundtable 2026. By using this site you agree to the Terms of Use and Privacy Policy