W programie „Rozmowy (nie)wygodne” Mariusza Szczygła w TVP Info była pierwsza dama po raz pierwszy tak otwarcie opowiedziała o ojcu, który pochodził z Wołynia, stracił tam najbliższych i do końca życia nosił w sobie ciężar tego, co widział i przeżył.
Jolanta Kwaśniewska jest osobą publiczną od ponad trzydziestu lat. A jednak u Mariusza Szczygła powiedziała rzeczy, których nie mówiła nigdzie wcześniej. O ojcu z Wołynia i jego siostrze spalonej w stodole. O dzieciach przywiązanych drutem do drzew. I o tym, czy zbrodnie przechodzą na kolejne pokolenia.
Ojciec, który przeszedł mordy#
Ojciec Jolanty Kwaśniewskiej, Julian Konty, pochodził z rodziny kresowej, z Wołynia. W latach 1943–1945 Ukraińska Powstańcza Armia dokonała tam rzezi polskiej ludności cywilnej, podczas której zginęło około 100 tysięcy Polaków. Julian Konty był naocznym świadkiem tych wydarzeń. W rozmowie ze Szczygłem córka po raz pierwszy opowiedziała o tym publicznie i szczegółowo:
„Tata pochodził z rodziny kresowej, z Wołynia. W związku z tym widział i przeszedł mordy. Na Wołyniu jego siostra z mężem, z córką zamordowana, spalona w stodole. Kolejna siostra była zesłana na Sybir..."

„Nam się w głowach nie mieści"#
W programie była pierwsza dama wróciła też do wspomnień o albumie fotograficznym poświęconym Wołyniowi, który ktoś przyniósł jej do domu, akurat w czasie, gdy ojciec był u niej na rekonwalescencji po operacji. Otworzyła go w kuchni. I nie pobiegła już z nim do taty.
„Nam się w głowach nie mieści, że można być tak okrutnym, żeby dzieci rozpłatane, tzw. wianuszki robili, drutem kolczastym te dzieci przywiązywane były do drzew."
Słowa te są świadectwem tego, co ojciec widział i co przekazał córce. Nie jako opowieść ku przestrodze, lecz jako część rodzinnej pamięci, którą Kwaśniewska nosi od dziesięcioleci.
I co powiedziała o młodych Ukraińcach#
Kwaśniewska nie zatrzymała się jednak na opisie zbrodni. Mariusz Szczygieł zapytał ją o to, co najtrudniejsze w tej debacie: czy wina przechodzi na kolejne pokolenia? Czy młodzi Ukraińcy odpowiadają za to, co zrobili ich pradziadkowie?

Była pierwsza dama odpowiedziała bez wahania i powołała się wprost na lekcję, którą wyniosła od ojca, człowieka, który miał wszelkie powody, by nienawidzić.
Sprawców Wołynia nazwała „zbrodniarzami tamtych czasów". I wyraźnie zaznaczyła, że nie jest zwolenniczką przenoszenia win pokoleniowych. To stanowisko, wypowiedziane przez kogoś, kto ma w historii swojej rodziny spaloną w stodole siostrę ojca i jej rodzinę, brzmi inaczej niż jakikolwiek komentarz polityczny. Ma za sobą osobiste prawo do tej opinii.


