Decyzja Barbary Nowackiej o wprowadzeniu obowiązkowej edukacji zdrowotnej miała być przełomem. Tymczasem, jak wskazuje poseł Marcin Józefaciuk, szkoły zostały z niczym: bez podstawy prawnej, bez wytycznych i bez realnych narzędzi. W ostrym wpisie na X poseł punktuje błędy, które jego zdaniem mogą sparaliżować system już od września.
Józefaciuk zwraca uwagę, że cała reforma została ogłoszona… w telewizji.
„Szefowa MEN ogłasza kluczową zmianę systemową w komercyjnej stacji. Nie w resorcie. Nie na konferencji. Nie z dokumentami”
— pisze. Podkreśla, że „słowa nie tworzą prawa”, a w Rządowym Centrum Legislacji „nie ma nawet projektu rozporządzenia”. To oznacza, że dyrektorzy nie mają żadnej podstawy, by przygotować arkusze organizacyjne.
Najmocniejszy cytat dotyczy właśnie dyrektorów.
„Dyrektorzy mają planować coś, czego formalnie… nie ma. To namawianie do działania niezgodnie z prawem”
— ocenia poseł. Dodaje, że arkusz to nie papier, ale finanse, etaty i organizacja całej szkoły. Bez rozporządzeń MEN oczekuje od nich pracy „na ślepo”.
Poseł kwestionuje też zapewnienia, że reforma nie wygeneruje kosztów.
„Nowacka mówi: ‘brak kosztów’? Serio?”
— pisze. Wyjaśnia, że dziś zajęcia często odbywają się w grupach międzyklasowych, a od września każdy oddział ma mieć własne lekcje.
„Efekt? Zamiast trzech grup — dziewięć albo dziesięć. Więcej godzin, większe koszty, wyższe wynagrodzenia. To się po prostu nie spina.”

W jego analizie pojawia się również problem programowy. MEN chce wprowadzić osobno edukację zdrowotną i osobno edukację seksualną, a nowe podstawy programowe dopiero powstają.
„Chaos programowy”
— podsumowuje. Jako alternatywę wskazuje powrót do WDŻ z rozszerzeniem o moduł seksualny i równoległe wprowadzenie edukacji zdrowotnej.
„System już to zna. Szkoły też.”
Józefaciuk pyta też o uczniów z niepełnosprawnościami.
„Co z uczniami z umiarkowaną niepełnosprawnością intelektualną? Cisza.”
Kolejny problem dotyczy młodzieży, która wcześniej nie miała edukacji zdrowotnej, bo była nieobowiązkowa. Teraz mają wejść w drugi rok przedmiotu, którego nigdy nie realizowali.
„I co dalej? Brak zrealizowanej podstawy. Czy MEN to w ogóle przewidziało? Na razie… nie wiadomo.”
Najostrzej brzmi jego końcowa diagnoza:
„Decyzja szefowej MEN nie porządkuje systemu, nie daje narzędzi, nie daje podstaw prawnych. Daje chaos.”
Poseł dodaje, że edukacja zdrowotna jest potrzebna, ale potrzebna jest też odpowiedzialność za państwo.
„Bo szkoła to nie eksperyment.”


