W Sejmie znów zrobiło się głośno — i to dosłownie. Poseł Konfederacji Bronisław Foltyn pojawił się na mównicy z ogromnym kartonem stylizowanym na opakowanie prezerwatyw, a chwilę później pod sufit sali plenarnej poszybował balon z wizerunkiem Donalda Tuska. Wszystko w ramach politycznego happeningu wokół głośnej sprawy związanej z KSeF.
Sejmowe wystąpienia rzadko przypominają widowisko, ale tym razem trudno było mówić o standardowej debacie. Bronisław Foltyn z Konfederacji postawił na mocny symboliczny przekaz i pojawił się na mównicy z dużym kartonem przypominającym opakowanie prezerwatyw. Na pudełku znalazły się m.in. logo KSeF, wizerunek premiera Donalda Tuska oraz łaciński napis „dura lex”, czyli „twarde prawo”.
Poseł zaczął od głośnego wprowadzenia, sugerując, że państwowe instytucje zajmują się dziś sprawami, które jego zdaniem nie powinny być priorytetem.
– Chciałem wam dzisiaj opowiedzieć o pewnej historii. Nie o aferze senatora Lenza, przez którego szpital musi zapłacić 134 tys. zł kary. Nie o aferze Romana Giertycha, który był oskarżony o przywłaszczenie 92 mln zł – i która ostatnio została umorzona. Chciałem opowiedzieć o największej w tej chwili aferze, która jest na południu Polski i którą zajmuje się prawie połowa pracowników Krajowej Administracji Skarbowej w Katowicach
– mówił z mównicy.
Chwilę później przeszedł do historii Tomasza Sidorczuka z Bielska-Białej, autora internetowego happeningu związanego z Krajowym Systemem e-Faktur. To właśnie nagranie z apteki, w którym klient kupował prezerwatywy i prosił o fakturę wystawioną na Kancelarię Premiera, błyskawicznie obiegło sieć i zebrało milionowe wyświetlenia.
Foltyn przekonywał, że reakcja służb była niewspółmierna do samego zdarzenia.
– Akta sprawy liczą ponad 100 stron, przesłuchano kilkanaście osób, a tempo jest błyskawiczne. W dwa miesiące postawiono właściwie akt oskarżenia „bardzo groźnemu przestępcy”. Temu człowiekowi grozi 46 mln zł i do pięciu lat więzienia. I co zrobił? Kupił prezerwatywę na Donalda Tuska
– mówił poseł.
Najbardziej widowiskowy moment dopiero jednak nadchodził. Parlamentarzysta wyjął z kartonu balon wypełniony helem, również ozdobiony wizerunkiem premiera, po czym wypuścił go w powietrze. Balon uniósł się pod sam sufit sali plenarnej i tam utknął, wywołując poruszenie na sali.
– Robię to po to, żeby to puścić w świat, żeby to poszło. Nie może państwo tak wyglądać, jak wygląda. Państwo nie może być słabe wobec silnych i silne wobec słabych
– przekonywał.
Na reakcję prowadzącej obrady nie trzeba było długo czekać. Wicemarszałek Sejmu Dorota Niedziela wyraźnie nie kryła irytacji całą sytuacją.
– Panie pośle, będzie pan odpowiedzialny, żeby to ściągnąć. Nie wiem, jak pan tam wejdzie. Rozumiem, że chce pan, żeby poszło w świat, ale nie musi pan z Sejmu robić cyrku, naprawdę. Zaraz zgłoszę do Straży Marszałkowskiej, bo to jest niebezpieczne, co pan zrobił
– powiedziała.
Cała sprawa ma związek z KSeF, czyli Krajowym Systemem e-Faktur, który od miesięcy budzi emocje i staje się bohaterem internetowych żartów. Autor viralowego nagrania został wezwany do urzędu celno-skarbowego i usłyszał zarzut podżegania do wystawienia nierzetelnej faktury. Tymczasem sejmowy happening sprawił, że o sprawie znów zrobiło się głośno — tym razem również na sali plenarnej.


