Wicepremier Radosław Sikorski od lat podkreśla swoje wykształcenie z Uniwersytetu Oksfordzkiego, eleganckie maniery i nienaganną angielszczyznę. Tym razem jednak nie pomogły ani dyplomy, ani prestiż, ponieważ w oficjalnej księdze pamiątkowej zaliczył ortograficzną wpadkę tak podstawową, że aż trudno uwierzyć, że wyszła spod ręki szefa dyplomacji, znanego „Oksfordczyka”.
Wpis wyglądał jak pokaz kaligrafii: równiutkie linijki, staranne pociągnięcia pióra, wszystko dopracowane jak na dyplomatycznym pokazie. I nagle klasyczny byk. Ale taki na poziomie pierwszej klasy podstawówki.

Poprawka na szybko#
Zamiast przepisać wpis od nowa, Sikorski postanowił ratować sytuację „na gorąco”.
Poprawił literę, jakby w pośpiechu, żeby tylko zamknąć temat. Efekt? Wpis wyglądał, jakby przeszedł szybką korektę w szkolnym zeszycie, a nie w księdze pamiątkowej ministerstwa.
Kontrast między elegancką kaligrafią a poprawką „na kolanie” mówił wszystko.
Cała scena wydarzyła się podczas wręczenia odznaczenia Bene Merito rektor Kolegium Europy w Natolinie. Oficjalne zdjęcia, poważne miny, dyplomatyczne formułki, czyli wszystko zgodnie z protokołem.
A jednak to jedna literka stała się najbardziej charakterystycznym elementem całej wizyty.

Czasem naprawdę niewiele trzeba, żeby poważna uroczystość zamieniła się w małą komedię omyłek.
A cała ta scena z poprawianiem literki w księdze pamiątkowej aż prosi się o skojarzenia z Karierą Nikodema Dyzmy. Tam też potrafiono przedstawić bohatera jako „oksfordczyka”, choć z Oxfordem łączyło go mniej więcej tyle, co ten wpis z zasadami ortografii.


