Jul 12, 2026 10:00 AM

W 83. rocznicę Rzezi Wołyńskiej kompozytor Krzesimir Dębski opublikował w mediach społecznościowych poruszający wpis, w którym po raz kolejny przypomniał o osobistej tragedii, jaka dotknęła jego najbliższą rodzinę 11 lipca 1943 roku.

„To część historii mojej rodziny”

„11 lipca — 83. rocznica Rzezi Wołyńskiej. Są daty, które dla wielu są tylko kolejnym dniem w kalendarzu. Dla mnie 11 lipca jest dniem bólu, pamięci i zadumy”

— napisał Dębski, podkreślając, że choć sam urodził się dekadę po tamtych wydarzeniach, przez całe życie nosi w sobie ciężar tej tragedii, przekazywanej w rodzinie z pokolenia na pokolenie.

Na koniec wpisu poinformował, że tego dnia zapalił świecę pamięci dla swoich bliskich i wszystkich bezimiennych ofiar rzezi.

Kisielin, 11 lipca 1943 roku

Tamtego dnia, w tzw. Krwawą Niedzielę, oddziały Ukraińskiej Powstańczej Armii zaatakowały jednocześnie ponad sto polskich miejscowości na Wołyniu, mordując Polaków zgromadzonych w kościołach na niedzielnych mszach.

Wśród zaatakowanych świątyń był kościół w Kisielinie, do którego na mszę wybrali się wówczas rodzice Krzesimira Dębskiego, mieli wtedy zaledwie po 18 i 19 lat i nie byli jeszcze małżeństwem. Ojciec kompozytora stracił w ataku nogę; ranę zaatakowała gangrena, a kończynę trzeba było amputować bez znieczulenia w niemieckim szpitalu we Włodzimierzu Wołyńskim. Parze cudem udało się przeżyć dzięki pomocy zaprzyjaźnionej ukraińskiej rodziny Parfeniuków. Piotr Parfeniuk, który ukrywał i opiekował się rannym ojcem Dębskiego, został później odznaczony przez Polskę.

Dziadkowie nie mieli tyle szczęścia

Inaczej potoczyły się losy dziadków kompozytora ze strony ojca, lekarza Leopolda Dębskiego i jego żony Anisji, która sama miała ukraińskie korzenie. Gdy po ataku na kościół wrócili do Kisielina, zostali porwani przez bojówkę UPA i zamordowani. Przez dziesięciolecia rodzina nie znała nawet miejsca ich pochówku. Nie zostało ono odnalezione do dziś.

Jak ujawniał Dębski w wywiadach, przez lata dowiedział się także, kim był człowiek odpowiedzialny za śmierć jego dziadków. Miał on jednak przez dekady funkcjonować w lokalnej społeczności jako „bohater” i weteran UPA, publicznie twierdząc przy tym, że to Polacy dopuszczali się mordów w Kisielinie. Sprawca zmarł, zanim rodzinie udało się ustalić miejsce spoczynku dziadków.

Osobista historia w książce

Dębski opisał losy swojej rodziny w książce „Nic nie jest w porządku. Wołyń — moja rodzinna historia”, opartej w dużej mierze na wspomnieniach jego rodziców, którzy przeżyli atak na kościół w Kisielinie.

Kompozytor wielokrotnie podkreślał, że pamięć o Wołyniu nie jest dla niego wezwaniem do nienawiści wobec Ukraińców, zwłaszcza że to właśnie ukraińscy sąsiedzi uratowali życie jego rodzicom, lecz wyrazem wierności prawdzie historycznej i szacunku dla ofiar, których często bezimienne groby wciąż czekają na odnalezienie. 

Comments
anonymous profile image
Powered by RoundtableBuilt on infrastructure designed for real-time media. Learn more at RTB.io.© Roundtable 2026. By using this site you agree to the Terms of Use and Privacy Policy