Miało być zdrowiej, taniej i bardziej ekologicznie. Od września szkolne stołówki mają serwować dzieciom więcej strączków, warzyw i produktów pełnoziarnistych. Problem w tym, że zanim na talerz trafi pierwsza porcja soczewicy, szkoła musi zapłacić za szkolenia, konsultacje i nowe jadłospisy. A jeśli dzieci nie będą chciały jej zjeść, ekologiczny obiad skończy tam, gdzie trafia dziś już i tak ogromna ilość szkolnego jedzenia: do kosza.
Dieta planetarna wchodzi do polskich szkół. I choć jej zwolennicy przekonują, że ograniczenie mięsa i zwiększenie udziału produktów roślinnych może być korzystne zarówno dla zdrowia, jak i środowiska, za wielkimi hasłami kryje się znacznie bardziej przyziemne pytanie: kto za to wszystko zapłaci?
Nowe zasady żywienia zbiorowego obowiązujące od 1 września 2026 r. oznaczają dla szkolnych kuchni konieczność dostosowania jadłospisów do nowych wymagań. Wśród zmian jest m.in. obowiązek podawania co najmniej raz w tygodniu potrawy w 100 proc. roślinnej, opartej na nasionach roślin strączkowych. Więcej ma być także warzyw, owoców i produktów pełnoziarnistych.
Brzmi niewinnie. Tyle że dla szkolnej kuchni zmiana obiadu z kotleta na danie ze strączków nie jest zmianą jednej pozycji w menu. To zmiana całego systemu.
Najpierw trzeba przeszkolić kucharki#
Ktoś musi przygotować jadłospis. Ktoś musi policzyć wartości odżywcze. Ktoś musi stworzyć receptury. Ktoś musi nauczyć personel, jak przygotować dania, których wcześniej nie gotował.
I właśnie tutaj pojawia się biznes.
W 2026 r. firmy szkoleniowe oferują szkołom i placówkom oświatowym kursy poświęcone nowym przepisom i diecie planetarnej. Jedno ze szkoleń kosztuje 340 zł za osobę. Organizatorzy proponują również zamknięte szkolenia dla grup — za 1900 zł online lub 2200 zł stacjonarnie.
Inna oferta szkoleniowa dotycząca nowych zasad, receptur, jadłospisów i diety planetarnej to 315 zł netto za uczestnika. Są również szkolenia wyceniane na 370 zł za osobę.
Narodowe Centrum Edukacji Żywieniowej już wcześniej wskazywało, że wdrażanie modelu diety planetarnej w żywieniu zbiorowym wymaga między innymi przygotowania i szkolenia personelu, a w niektórych przypadkach również modernizacji zaplecza kuchennego.
Jest jeszcze jeden koszt, którego nie da się przewidzieć.
Jedzenie, którego nikt nie zje#
Według danych przywoływanych przez NCEŻ kuchnia przygotowująca posiłki dla 400 uczniów klas 1–4 wyrzucała w ciągu roku ponad 19 ton żywności. Część marnowała się podczas przygotowania, część wracała na talerzach.
To dane sprzed wprowadzenia w szkołach diety planetarnej. A co się stanie, jeśli dzieci nie zaakceptują części nowych, roślinnych dań? Jeżeli szkoła przygotuje świetny, zgodny z zasadami diety planetarnej posiłek, ale połowa dzieci zje tylko ziemniaki, a resztę wyrzuci, to znaczna część zakupionej żywności, oraz praca kuchni zostanie zmarnowana.
Dieta planetarna może być tania i przyjazna dla środowiska tylko pod jednym warunkiem: dzieci muszą chcieć ją jeść. Pokazuje to badanie przeprowadzone wśród 2324 dzieci w 12 krajach Unii Europejskiej. Naukowcy sprawdzali reakcje dzieci na zrównoważone, wegetariańskie dania. Okazało się, że nie wszystkie roślinne potrawy są przyjmowane równie dobrze. W badaniu dobrze wypadły dania z makaronem i burgery na bazie strączków, zdecydowanie gorzej wypadły zupy.


