Sep 8, 2026 2:55 PM

Miało być zdrowiej, taniej i bardziej ekologicznie. Od września szkolne stołówki mają serwować dzieciom więcej strączków, warzyw i produktów pełnoziarnistych. Problem w tym, że zanim na talerz trafi pierwsza porcja soczewicy, szkoła musi zapłacić za szkolenia, konsultacje i nowe jadłospisy. A jeśli dzieci nie będą chciały jej zjeść, ekologiczny obiad skończy tam, gdzie trafia dziś już i tak ogromna ilość szkolnego jedzenia: do kosza.

Dieta planetarna wchodzi do polskich szkół. I choć jej zwolennicy przekonują, że ograniczenie mięsa i zwiększenie udziału produktów roślinnych może być korzystne zarówno dla zdrowia, jak i środowiska, za wielkimi hasłami kryje się znacznie bardziej przyziemne pytanie: kto za to wszystko zapłaci?

Nowe zasady żywienia zbiorowego obowiązujące od 1 września 2026 r. oznaczają dla szkolnych kuchni konieczność dostosowania jadłospisów do nowych wymagań. Wśród zmian jest m.in. obowiązek podawania co najmniej raz w tygodniu potrawy w 100 proc. roślinnej, opartej na nasionach roślin strączkowych. Więcej ma być także warzyw, owoców i produktów pełnoziarnistych.

Brzmi niewinnie. Tyle że dla szkolnej kuchni zmiana obiadu z kotleta na danie ze strączków nie jest zmianą jednej pozycji w menu. To zmiana całego systemu.

Najpierw trzeba przeszkolić kucharki

Ktoś musi przygotować jadłospis. Ktoś musi policzyć wartości odżywcze. Ktoś musi stworzyć receptury. Ktoś musi nauczyć personel, jak przygotować dania, których wcześniej nie gotował.

I właśnie tutaj pojawia się biznes.

W 2026 r. firmy szkoleniowe oferują szkołom i placówkom oświatowym kursy poświęcone nowym przepisom i diecie planetarnej. Jedno ze szkoleń kosztuje 340 zł za osobę. Organizatorzy proponują również zamknięte szkolenia dla grup — za 1900 zł online lub 2200 zł stacjonarnie.

Inna oferta szkoleniowa dotycząca nowych zasad, receptur, jadłospisów i diety planetarnej to 315 zł netto za uczestnika. Są również szkolenia wyceniane na 370 zł za osobę. 

Narodowe Centrum Edukacji Żywieniowej już wcześniej wskazywało, że wdrażanie modelu diety planetarnej w żywieniu zbiorowym wymaga między innymi przygotowania i szkolenia personelu, a w niektórych przypadkach również modernizacji zaplecza kuchennego.

Jest jeszcze jeden koszt, którego nie da się przewidzieć.

Jedzenie, którego nikt nie zje

Według danych przywoływanych przez NCEŻ kuchnia przygotowująca posiłki dla 400 uczniów klas 1–4 wyrzucała w ciągu roku ponad 19 ton żywności. Część marnowała się podczas przygotowania, część wracała na talerzach.

To dane sprzed wprowadzenia w szkołach diety planetarnej. A co się stanie, jeśli dzieci nie zaakceptują części nowych, roślinnych dań? Jeżeli szkoła przygotuje świetny, zgodny z zasadami diety planetarnej posiłek, ale połowa dzieci zje tylko ziemniaki, a resztę wyrzuci, to znaczna część zakupionej żywności, oraz praca kuchni zostanie zmarnowana.

Dieta planetarna może być tania i przyjazna dla środowiska tylko pod jednym warunkiem: dzieci muszą chcieć ją jeść. Pokazuje to badanie przeprowadzone wśród 2324 dzieci w 12 krajach Unii Europejskiej. Naukowcy sprawdzali reakcje dzieci na zrównoważone, wegetariańskie dania. Okazało się, że nie wszystkie roślinne potrawy są przyjmowane równie dobrze. W badaniu dobrze wypadły dania z makaronem i burgery na bazie strączków, zdecydowanie gorzej wypadły zupy.

Comments
anonymous profile image
Powered by RoundtableBuilt on infrastructure designed for real-time media. Learn more at RTB.io.© Roundtable 2026. By using this site you agree to the Terms of Use and Privacy Policy