Sandra Kubicka i Baron urządzili z życia rodzinnego serial, którego nawet Netflix by się nie powstydził: rozwód, odwołany rozwód, kolejny rozwód, a między tym wszystkim uśmiechy, torty i Insta–sielanki na zawołanie. Gdy w sądzie ląduje kolejny pozew, na Instagramie ląduje… prezent urodzinowy i wspólne dmuchanie świeczek. Raz dramat, raz komedia, raz melodramat — a widzowie już dawno przestali wiedzieć, w którą emocję mają klaskać.
W polskim show-biznesie są pary, które trzymają fanów w napięciu jak najlepszy tasiemiec. Ale to, co dzieje się między Sandrą Kubicką a Aleksandrem Milwiw-Baronem, to już prawdziwy emocjonalny rollercoaster. W marcu Pudelek grzmiał o rychłym rozpadzie ich małżeństwa, a sama celebrytka przyznała wtedy, że walczyła o związek „dla ich synka Leonarda”. Walczyła, walczyła… i skończyło się pozwem.
A potem stał się cud. A przynajmniej tak to wyglądało. Kilka tygodni później Sandra i Baron zaskoczyli wszystkich, podejmując kolejną próbę ratowania rodziny. Pierwsza rozprawa nie doszła do skutku, a w sieci zaczęły pojawiać się zdjęcia i nagrania, na których para wyglądała, jakby znów była w trybie „happy family”. Wspólne spacery, wspólne kadry, wspólne serduszka. Słowem: sielanka.
Sielanka, która miała krótką datę ważności. Bo w listopadzie w sądzie pojawił się… kolejny wniosek o rozwód. Tak, kolejny.
I kiedy publiczność zaczęła obstawiać, kto pierwszy usunie wspólne zdjęcia z Instagrama, Baron sam dolał oliwy do ognia. W czwartek wrzucił na InstaStory „wymowne” przesłanie o liczeniu na siebie, które fani natychmiast odebrali jako potwierdzenie rozstania.
Ale to był dopiero początek zwrotu akcji.
Jeszcze tego samego dnia na jego profilu wylądował filmik, który wywołał u internautów zbiorowe: „CO?!”
Na nagraniu Sandra Kubicka, cała w uśmiechach, wręcza mężowi prezent urodzinowy — oczywiście z pomocą małego Leonarda, który wystąpił w roli słodkiego kuriera.
„Mój mały pomocnik”
— napisała rozanielona Sandra, pozując z synkiem w domowym dresie.
Potem było już tylko bardziej rodzinnie: świeczki, tort, dmuchanie we dwójkę — i opis, który nie pozostawił suchej nitki na domysłach:
„Leoś kocha świeczki, dlatego dmuchaliśmy razem, dodając wiatru w żagle naszym marzeniom”.
A na koniec wisienka na torcie: przemówienie urodzinowe Barona nagrane w samochodzie, w którym muzyk ogłosił… detoks od social mediów. Jak to uzasadnił?
„Dostaję mnóstwo wiadomości od was (…) i doceniam troskę, ale kompletnie tego nie potrzebuję. Postanowiłem zrobić sobie detoks dla higieny głowy i serducha”.
Fani przecierają oczy: rozwodzą się czy nie? Są razem czy nie? Kłócą się czy dmuchają świeczki? Jedno jest pewne — ta saga potrwa...
Aleksander Baron w roli ojca [ZOBACZ ZDJĘCIA]
Juror "The Voice of Poland" bardzo kocha swojego rocznego synka Leonarda. Poświęca mu sporo czas, co - jak widać - przynosi mu mnóstwo radości.


