W sieci wciąż wrze po publikacji analizy oświadczeń majątkowych lekarzy, którzy jednocześnie pełnią funkcje radnych. Dane zebrane przez Mateusza Bratkowskiego pokazują obraz, który trudno przeoczyć: to jedna z najlepiej zarabiających grup, by nie powiedzieć kast, w polskiej polityce lokalnej. I to nie symbolicznie, ponieważ tu mówimy o kwotach, które potrafią przyprawić o zawrót głowy.
Mediana rocznego dochodu lekarza‑radnego to 285 tys. zł, czyli ponad trzy razy więcej niż mediana krajowa. Ale prawdziwe emocje zaczynają się wyżej: średni dochód to 471 tys. zł, a rekordzista zadeklarował… 4,9 mln zł w jeden rok. Tak, prawie pięć milionów. Do tego majątek liczony w milionach, siedemnaście nieruchomości, oszczędności sięgające trzech milionów. To nie przypadek, ale system, który pozwala lekarzom łączyć kontrakty, dyżury, prywatne zabiegi i najem nieruchomości bez żadnych limitów.
W tym zestawieniu pojawia się też nazwisko, które od tygodni elektryzuje opinię publiczną: Dawid Kacprzyk, 28‑letni lekarz i radny KO z Warszawy. Jego oświadczenie majątkowe pokazało dochód ponad 1,7 mln zł, z czego 1,6 mln zł zarobił jako lekarz, mimo że pełne prawo wykonywania zawodu ma dopiero od półtora roku i nie posiada jeszcze specjalizacji. Do tego mieszkanie, luksusowe auto i stanowisko koordynatora SOR w Warszawskim Szpitalu Południowym.
To wszystko sprawia, że dyskusja o zarobkach lekarzy znów wraca na pierwsze strony portali. Jedni mówią: „ciężka praca, dyżury, odpowiedzialność — niech zarabiają”. Inni pytają, czy system, w którym młody lekarz bez specjalizacji może osiągnąć milionowe dochody, nie wymknął się spod kontroli.
Analiza oświadczeń majątkowych lekarzy‑radnych otworzyła nowy rozdział w debacie o finansach polskiej ochrony zdrowia. I wygląda na to, że to dopiero początek, ponieważ rekord 4,9 mln zł to nie wyjątek, lecz symbol systemu, który od lat działa bez ograniczeń.


