5 września 2025 roku, na trasie S19 między Jeżowem a MOP Podgórze, w woj. podkarpackim, doszło do wypadku, który wstrząsnął całą Polską. Katarzyna Stoparczyk (+ 55 l.), dziennikarka znana z rozmów z dziećmi, zginęła w dramatycznych okolicznościach. Relacja strażaka, który próbował ją ratować, łamie serce.
Dwie skody zderzyły się na prostym odcinku drogi S 19. W jednej z nich podróżowała Katarzyna Stoparczyk, wracając z festiwalu w Stalowej Woli i zmierzając w kierunku Katowic. W chwili przyjazdu służb ratunkowych znajdowała się już poza pojazdem — nieprzytomna, leżała na jezdni.
Instagram/katarzynastoparczykKatarzyna Stoparczyk nie przeżyła dramatu #
Jak ujawnił dziennik „Fakt”, strażacy jako pierwsi podjęli próbę ratunku.
„Kobieta, która podróżowała czarną skodą, znajdowała się już poza pojazdem, na jezdni. Strażacy, którzy przybyli na miejsce, w pierwszej chwili starali się podjąć czynności ratunkowe. Prowadzili resuscytację do czasu przybycia zespołu ratownictwa medycznego. Te próby nie przyniosły rezultatów i na mocy decyzji ratowników medycznych odstąpiono od dalszych czynności ze względu na stwierdzenie zgonu”
— powiedział brygadier Ireneusz Szewczyk, rzecznik PSP w Nisku.
Fakt.pl/screenshotNa miejscu działały wszystkie służby ratunkowe, a także funkcjonariusze Służby Ochrony Państwa, którzy przypaJoadkowo przejeżdżali trasą i jako pierwsi ruszyli ofiarom wypadku z pomocą.
Sekcja zwłok Katarzyny Stoparczyk została zaplanowana na środę, 10 września 2025 roku. #
Śledczy analizują stan techniczny pojazdów, pobrano krew kierowców. Prokuratura nie wyklucza postawienia zarzutów, ale na razie skupia się na ustaleniu przebiegu zdarzenia.


