Posłanka Lewicy Anna Maria Żukowska znalazła się w centrum jednej z najbardziej absurdalnych kilometrówkowych historii ostatnich lat. Z jej sprawozdania z wydatków przeznaczonych na prowadzenie biura poselskiego wynika, że miała ona rozliczać nawet 90 kilometrów dziennie, mimo że z jej miejsca zamieszkania do Sejmu jest… 1,7 kilometra. A największy paradoks? Żukowska nie posiada samochodu.
Mimo to w dokumentach pojawiła się kwota 38 181, 95 zł, jako koszty za przejazdy samochodem własnym lub innym, co w przeliczeniu daje 91 km dziennie.

Sprawa z kilometrówkami przypomina inną głośną historię, a mianowicie sprawę Arkadiusza Myrchy.
Afera Myrchy wraca jak bumerang#
Wcześniej opinię publiczną rozgrzały doniesienia o tym, że poseł Arkadiusz Myrcha miał jednocześnie pobierać dodatek mieszkaniowy do wynajmowanego mieszkania oraz rozliczać kilometrówki, choć mieszkał już w domu pod Warszawą.
To właśnie wtedy internet stworzył słowo, które weszło do potocznego języka:
„zamyrchać” — czyli „przywłaszczyć sobie coś, rozliczyć coś w sposób, który budzi pytania”. Od tamtej pory określenie żyje własnym życiem, funkcjonuje w memach, komentarzach i dyskusjach o poselskich finansach.
A teraz wszyscy patrzą na Żukowską. I czekają…#
Skoro „zamyrchać” już istnieje, internauci zaczęli zastanawiać się, czy przy tej historii nie narodzi się kolejne słowo, które trafi do politycznego folkloru.

Bo sytuacja jest tak absurdalna, że aż prosi się o memy:
• 1,7 km do Sejmu,
• 90 km dziennie w rozliczeniach,
• brak samochodu.
I patrząc na to, jak szybko „zamyrchać” weszło do języka… można się spodziewać, że internet już ostrzy sobie klawiatury.


