Marcin Meller wpadł w szał na ścieżce rowerowej i zwyzywał człowieka, który zwrócił mu uwagę. W sieci zawrzało, bo nagranie pokazuje coś, czego nikt się po nim nie spodziewał: agresję, wulgaryzmy i kompletny brak opanowania. A gdy próbował się później tłumaczyć, tylko dolał oliwy do ognia. Internauci od razu zauważyli, że poziom kultury Mellera przypomina poziom Radosława Majdana z innego nagrania...
Wideo, które zaczęło krążyć po internecie, pokazuje Mellera w sytuacji, która kompletnie nie pasuje do jego medialnego wizerunku. Zamiast spokojnej reakcji, pojawia się krzyk, nerwy i rzucanie mięsem. Zamiast rozmowy — wyzwiska pod adresem człowieka stojącego na ścieżce rowerowej.
„Kawał ch*ja z ciebie. Kawał tępego ch*ja...”
Według relacji nagrywającego, Meller miał puścić serię wulgaryzmów tylko dlatego, że ktoś pilnował, by kierowcy nie łamali przepisów. Zero opanowania, zero refleksji. Po prostu wybuch.
Dla wielu osób to był szok. Meller od lat uchodził za gościa z klasą, inteligentnego, wyważonego. Tymczasem nagranie pokazało coś zupełnie innego: zwykłe chamstwo.

Internauci nie mają litości#
Gdy nagranie trafiło do sieci, komentarze pojawiły się błyskawicznie. I były ostre jak brzytwa. Ludzie pisali wprost, że:
„Wydawało się, że kulturalny człowiek. A tu zwykły cham.”
„Zero klasy, zero opanowania.”
Pojawiły się też porównania do Radosława Majdana, czyli celebryty, który od lat kreuje się na dżentelmena. Internauci ironizowali, że nawet Majdan w najgorszym dniu nie pozwoliłby sobie na taki wybuch, a Meller „zachował się jak ktoś, kto zapomniał, że jest osobą publiczną”.
A potem przyszło tłumaczenie. I zrobiło się jeszcze gorzej#
Po fali krytyki Meller postanowił zabrać głos. Opublikował wpis, który miał wyjaśnić sytuację. Problem w tym, że zamiast przeprosin pojawił się ton, który wielu odebrało jako arogancki i protekcjonalny.
Wpis zaczął od słów „drogie dzieci” i to był gwóźdź do trumny. Internauci odebrali to jako drwinę, nie skruchę. W komentarzach posypało się:
„Nawet przeprosić nie potrafisz, tylko pouczasz ludzi jak dzieci.”
„Zrobiło się głośno, to napisałeś coś, co nie ma krzty skruchy.”
„Zachowanie fatalne, tłumaczenie jeszcze gorsze.”
Zamiast zamknąć sprawę, Meller tylko ją rozdmuchał. Jego wpis został odebrany jako próba obrócenia sytuacji w żart, a nie jako przyznanie się do błędu.


