W niedzielę 24 maja mieszkańcy Krakowa zdecydują w referendum, czy Aleksander Miszalski powinien pozostać na stanowisku prezydenta miasta. Tuz przed głosowaniem Miszalski postanowił się zmobilizować i ruszył w miasto. W mediach społecznościowych opublikował nagranie, jak sadzi kwiaty emerytce. Myślicie że to pomoże?
Inicjatorzy referendum przekonują, że decyzja o jego przeprowadzeniu jest efektem narastającego niezadowolenia części mieszkańców z działań władz miasta. Wśród najczęściej podnoszonych zarzutów pojawiają się kwestie związane ze strefą czystego transportu, polityką parkingową, podwyżkami cen komunikacji miejskiej oraz zarządzaniem miejskimi spółkami.
Wniosek o referendum został złożony w marcu po zebraniu blisko 134 tysięcy podpisów mieszkańców. Do formalnego przeprowadzenia głosowania wymagane było nieco ponad 58 tysięcy ważnych podpisów.
Aby referendum było ważne, frekwencja musi przekroczyć określony próg. W przypadku głosowania nad odwołaniem prezydenta miasta do urn musi pójść co najmniej 158 555 mieszkańców Krakowa.
Sam Aleksander Miszalski odpiera zarzuty przeciwników i podkreśla, że część kontrowersyjnych decyzji była konieczna dla dalszego rozwoju miasta oraz poprawy jakości życia mieszkańców. W ostatnich miesiącach krakowski magistrat zapowiadał także korekty niektórych projektów, w tym zmian dotyczących strefy czystego transportu.
Referendum już teraz budzi ogromne emocje i jest uznawane za jedno z najważniejszych wydarzeń politycznych w samorządzie w ostatnich latach. Wynik głosowania może znacząco wpłynąć nie tylko na przyszłość władz Krakowa, ale również na układ sił politycznych w mieście.
By poprawić swoje notowania u mieszkańców Krakowa Miszalski ruszył w miasto, by pomóc "zwykłym" obywatelom. A w mediach społecznościowych pojawił się film z odwiedzin u pewnej kobiety, które skończyły się... sadzeniem kwiatów.
Internauci zwracają uwagę, że sytuacja wygląda na wyreżyserowaną, a takie próby ocieplania wizerunku mogą wcale nie pomóc Miszalskiemu.


