„Uważam, że pięknie śpiewa, komponuje” – mówił Andrzej Rybiński o swoim synu Kacprze, z którym od lat współpracuje muzycznie. 76-letni artysta, autor wielu znanych przebojów, nadal koncertuje i tworzy. Wspólne występy stały się także okazją do odbudowania relacji rodzinnych, o czym obaj opowiadali publicznie.
Andrzej Rybiński należy do grona artystów, których utwory na stałe wpisały się w historię polskiej muzyki rozrywkowej. Na przestrzeni lat wylansował takie piosenki jak „Nie liczę godzin i lat”, „Pocieszanka”, „Czas relaksu” czy „Za każdą cenę”.
Swoją działalność artystyczną rozpoczął pod koniec lat 60. W pierwszym okresie występował m.in. w zespole 2+1. W 1971 roku, razem z Elizą Grochowiecką i Zbigniewem Hołdysem, założył grupę Andrzej i Eliza. W składzie zespołu przez pewien czas pojawiał się także jego brat, Jerzy Rybiński.
Po zakończeniu działalności grupy, w 1981 roku rozpoczął karierę solową. Do dziś pozostaje aktywny zawodowo – nagrywa i koncertuje.
W ostatnich latach artysta współpracuje ze swoim synem, Kacprem Rybińskim, który zawodowo jest psychologiem. Choć początkowo nie planował kariery muzycznej, z czasem powrócił do tej pasji.
„Uważam, że pięknie śpiewa, komponuje. Tak na co dzień jest fajnie, bo mamy siebie. Ktoś mnie wozi samochodem, mam święty spokój, siedzę i patrzę, jaka Polska jest piękna”
– mówił Andrzej Rybiński na antenie „Dzień Dobry TVN”.
Do wspólnych doświadczeń odniósł się również jego syn.
„Gdy dorastałem, to tata dużo koncertował, mało się widywaliśmy. Te wszystkie godziny, które spędzamy w drodze na koncerty, to czas, gdy możemy porozmawiać”
– podkreślił Kacper Rybiński.
8 marca ukazała się nowa płyta, która stanowi kolejny etap ich wspólnej działalności muzycznej.


