To była noc, na którą czekano dekady. Po ponad pół wieku od ostatniej załogowej misji księżycowej ludzie znów ruszyli w stronę Srebrnego Globu. Artemis II wystartowała, otwierając nowy rozdział w historii eksploracji kosmosu.
W nocy ze środy na czwartek czasu polskiego wydarzyło się coś, co jeszcze niedawno wydawało się odległą wizją. Z Centrum Kosmicznego im. Kennedy’ego na Florydzie wystartowała załogowa misja Artemis II — pierwsza taka wyprawa w kierunku Księżyca od 53 lat.
Start odbył się w wyznaczonym oknie, a rakieta wzbiła się w niebo, przyciągając uwagę całego świata. Tym razem na pokładzie znaleźli się nie tylko doświadczeni astronauci NASA — Reid Wiseman, Victor Glover i Christina Koch — ale także Jeremy Hansen z Kanadyjskiej Agencji Kosmicznej. Każde z tych nazwisk zapisuje się właśnie w historii: Koch jako pierwsza kobieta, Glover jako pierwszy Afroamerykanin, a Hansen jako pierwszy Kanadyjczyk w takiej misji księżycowej.
Misja ma potrwać około 10 dni i zakłada okrążenie Księżyca bez lądowania. To jednak coś więcej niż tylko symboliczny powrót. Artemis II to test technologii, procedur i ludzkiej gotowości przed kolejnymi, jeszcze ambitniejszymi etapami programu.
Droga do tego momentu nie była prosta. Start przekładano kilkukrotnie — najpierw z lutego, potem z marca — aż w końcu wszystko zagrało. I właśnie tej nocy napięcie ustąpiło miejsca widowisku, które przypomniało, że kosmos wciąż pozostaje jednym z największych wyzwań ludzkości.
Ostatni raz ludzie byli tak blisko Księżyca w 1972 roku podczas misji Apollo 17. Od tamtej pory Srebrny Glob oglądano już tylko z perspektywy bezzałogowych sond. Teraz sytuacja zaczyna się zmieniać.
Artemis II to dopiero początek. Kolejne misje mają przybliżyć moment, w którym człowiek ponownie stanie na powierzchni Księżyca. Tym razem jednak nie chodzi wyłącznie o symboliczny krok, lecz o długofalową obecność i przygotowanie do jeszcze dalszych podróży — być może nawet na Marsa.


