Dec 26, 2025 8:45 AM
Updated May 9, 2026 4:41 AM

Dzieci Zygmunta Solorza (68 l.) właśnie wygrały najgłośniejszy spór sukcesyjny w polskim biznesie. Sam miliarder twierdził, że został zmanipulowany, ale sąd nie dał wiary. Oto kulisy rodzinnej telenoweli, która rozegrała się w sercu Liechtensteinu.

Wszystko zaczęło się w 2024 roku, kiedy Zbigniew Solorz, w obecności notariusza, podpisał dokumenty sukcesyjne. Przekazał w nich współkontrolę nad Grupą Cyfrowy Polsat swoim dzieciom: Piotrowi Żakowi, Aleksandrze Żak i Tobiasowi Solorzowi. Dokumenty trafiły do TiVi Foundation, fundacji zarejestrowanej w Liechtensteinie, która formalnie kontroluje całe medialne imperium. Przez lata przygotowywano tę sukcesję, ale gdy przyszło do realizacji, miliarder nagle zmienił zdanie. Twierdził, że nie rozumiał, co podpisuje, że został zmanipulowany, że ktoś go „wprowadził w błąd”.

Sąd Książęcy w Liechtensteinie nie podzielił tych argumentów. Najpierw w maju 2025 roku uznał, że przekazanie kontroli było ważne i skuteczne. To oznacza, że dzieci miliardera mają pełnię władzy nad fundacją, a więc i nad Polsatem. Wyrok jest prawomocny i wiążący.

Już wcześniej informowałyśmy w BlaskOnline, że zmiany w Polsacie nie są przypadkowe. Gdy Piotr Żak został prezesem, a Solorz zaczął znikać z pierwszego planu, było jasne, że za kulisami dzieje się coś więcej niż zwykła zmiana pokoleniowa. Teraz wiemy, że trwała prawdziwa rodzinna wojna o wpływy, majątek i kontrolę nad jedną z największych firm medialnych w Polsce.

Dlaczego Lichtenstein?

Dlaczego jednak o losie Polsatu decydował sąd w Liechtensteinie, a nie w Polsce? Ponieważ tam zarejestrowana jest TiVi Foundation, czyli twór prawny, który trzyma w rękach udziały i statutowe mechanizmy kontroli nad Grupą Polsat Plus. A skoro fundacja działa według prawa Liechtensteinu, to tylko tamtejszy sąd ma prawo oceniać ważność dokumentów, uchwał i ewentualnych błędów przy ich podpisywaniu. Polskie sądy nie miałyby tu żadnej jurysdykcji.

Walka w Kalifornii

Co ciekawe, to nie koniec całej historii. W Kalifornii toczy się jeszcze poboczne postępowanie dotyczące elementów majątku i struktur powiązanych z fundacją. To jednak nie jest proces, który mógłby odwrócić decyzję z Liechtensteinem — raczej kolejny rozdział w globalnej układance prawnej, którą zbudował Solorz, by zabezpieczyć swoje imperium.

Dziś już wiadomo, że wygrały dzieci miliardera. A sam Solorz? W jednym z wywiadów przyznał, że „czuł się debilem”, gdy zrozumiał, że nie może cofnąć podpisanej sukcesji. Jego doradcy mogą jeszcze próbować składać skargi w Liechtensteinie, ale szanse na zmianę są minimalne.

To historia o rodzinie, zaufaniu i potędze jednego podpisu. Bo nawet miliarder, który zbudował medialne imperium od zera, może przegrać z własnymi dziećmi — jeśli prawo mówi jasno, że decyzja została podjęta świadomie.

Comments
anonymous profile image
Powered by RoundtableBuilt on infrastructure designed for real-time media. Learn more at RTB.io.© Roundtable 2026. By using this site you agree to the Terms of Use and Privacy Policy