Doszło do niewiarygodnego, niewyobrażalnego bestialstwa. Młoda policjantka została zgwałcona przez swojego pijanego dowódcę. Do zdarzenia doszło w Piasecznie. To tam dowódca pił wódkę razem z innymi policjantami, a potem pijany zgwałcił młodą dziewczynę.
Czy to normalne, że policjanci piją wódkę w pracy? Mam nadzieję, że nie. Zgwałcona młoda kobieta, która chciała bronić świat przed przestępcami sama padła ofiarą przestępcy, swojego przełożonego. Inni policjanci nie zdołali jej obronić. Nie zdążyli? Nie chcieli? Bali się szefa? To wszystko trzeba wyjaśnić. Sprawa wyszła na jaw dzięki dziennikarzom Republiki, Marcinowi Dobskiemu i Cezarowi Gmyzowi. Nie wykluczałbym, że chciano ją ukryć, bo jest dla władzy, dla komendanta głównego policji Boronia i jego szefa Kierwińskiego dewastująca.
Nie da się znaleźć wytłumaczenia dla tych ludzi, bo brak nadzoru jest porażający. Założę się, że nie była to pierwsza alkoholowa libacja tych ludzi w tym miejscu. Ktoś musiał znać charakter, cechy, zachowania policjanta-zwyrodnialca. I co? Co z tą wiedzą zrobiono?
Otóż rzeczniczka ministra Kierwińskiego, Karolina Gałecka, kiedy sprawa wyszła na jaw, wydała komunikat. Czytamy w nim między innymi: „W związku z wydarzeniem, do którego doszło 3 stycznia w Oddziale Prewencji Policji informujemy, że podejrzany decyzją sądu został aresztowany 5 stycznia. Tego samego dnia Minister Spraw Wewnętrznych i Administracji zlecił przeprowadzenie czynności wyjaśniających Inspektorowi Nadzoru Wewnętrznego.”. W związku „z wydarzeniem”.
Zgwałcenie policjantki przez pijanego policjanta jest dla nich „wydarzeniem”. W tym lakonicznym komunikacie widzę totalny brak empatii dla ofiary zwyrodnialca w mundurze. Bardzo to zasmucające…


