Aug 18, 2026 3:24 PM

Dziś wystarczy wpisać adres i ruszyć przed siebie. Kiedyś potrzebne były papierowa mapa, dobry refleks nawigatora i odrobina rodzinnej cierpliwości. Reni Jusis wróciła do czasów podróży z kasetami magnetofonowymi i „ręczną klimatyzacją”. Przy okazji pokazała swoje nowe, elektryczne auto. Kontrast jest naprawdę spory.

Reni Jusis od lat kojarzy się z nowoczesnym brzmieniem, taneczną energią i wyczuciem muzycznych trendów. Tym razem jednak zamiast o scenie opowiedziała w plenerowym studiu „halo tu polsat” o podróżowaniu. I szybko zrobiło się bardzo nostalgicznie, bo artystka wróciła do czasów, gdy GPS można było zobaczyć najwyżej w filmach science fiction, a najważniejszym wyposażeniem samochodu był papierowy atlas.

Lata 80. i 90. miały bowiem własną technologię podróżowania: mapę rozłożoną na kolanach, kasety magnetofonowe i klimatyzację w najbardziej podstawowej wersji, czyli uchylone okno. Do tego dochodziło planowanie trasy jeszcze przed wyjazdem i oczywiście ryzyko, że upragniony zjazd pojawi się trochę wcześniej, niż przewidział nawigator siedzący obok kierowcy.

Reni Jusis przyznała, że do tego analogowego świata wciąż ma ogromny sentyment.

„Te mapy mam nadal w sercu i darzę je ogromnym sentymentem. Myślę, że dzisiaj mało kto potrafi z nich jeszcze korzystać, ale mi to sprawiało ogromną frajdę. Byłam nawigatorem. Przygotowanie trasy, przemyślenie, to był pierwszy etap. Taka pierwsza frajda, a później pretekst do awantur rodzinnych. Bo mijaliśmy zjazdy. Reagowanie na te zjazdy było niezwykle trudne. Pamiętam wycieczkę rodzinną, podczas której trzykrotnie przegapiliśmy zjazd”

- mówiła.

Brzmi znajomo dla każdego, kto pamięta podróże sprzed ery komunikatów „za 300 metrów skręć w prawo”. Papierowa mapa wymagała koncentracji, a pomyłka potrafiła oznaczać nie tylko dodatkowe kilometry, ale również nerwową atmosferę w samochodzie. Dziś można się z tego śmiać, choć wtedy trzeci przejazd obok tego samego zjazdu zapewne bawił już nieco mniej.

Reni Jusis wspomina kasety. „Ile trzeba było poświęcić czasu!”

Mapa była jednak tylko jednym z elementów całego rytuału. Równie ważna pozostawała muzyka. Zanim playlistę można było ułożyć kilkoma ruchami palca, samochodowy repertuar wymagał przygotowań. Kasety, własne składanki i starannie wybierane utwory sprawiały, że droga miała swoją ścieżkę dźwiękową jeszcze przed uruchomieniem silnika.

„Z muzyką w podróży mam bardzo miłe wspomnienia. W samochodzie słuchało się kaset magnetofonowych. Miałam np. George'a Michael'a, Nightcrawlers - pierwsza muzyka housowa. Albo składanki, to było coś. Ile trzeba było poświęcić czasu, żeby je przygotować! No i ręczna klimatyzacja - otwarte okno, łokieć opalony, oczywiście. Więc to były takie atrybuty naszej podróży kiedyś dawno temu, w dzieciństwie, czy w moich pierwszych trasach”

- przyznała artystka.

Był jeszcze jeden patent, który dziś spokojnie można byłoby nazwać analogową aplikacją z rekomendacjami. Tyle że zamiast gwiazdek, komentarzy użytkowników i pinezek na ekranie były... żółte karteczki przyklejane do atlasu.

„Kiedyś wklejaliśmy z moim zespołem takie żółte karteczki do atlasu, gdzie się zatrzymywać. Tutaj są pyszne pierogi, tutaj absolutnie nie wracać. I takie atlasy były na wagę złota”

- wspominała.

Trudno o bardziej osobisty przewodnik. Po kilku trasach taki atlas przestawał być zwykłą mapą, a stawał się kroniką podróży: tu warto zjeść, tam lepiej nie zaglądać, a jeszcze gdzie indziej zapewne znajdował się zjazd, którego tym razem należało już naprawdę nie przegapić.

Od papierowego atlasu do elektrycznego samochodu

I właśnie wtedy historia Reni Jusis wykonała efektowny technologiczny skręt. Po wspomnieniach o kasetach, mapach i otwartych oknach wokalistka zaprezentowała swoje nowe, elektryczne auto. Papierowy atlas zastąpiła nawigacja, a rozwiązania, które kiedyś mogłyby uchodzić za futurystyczną fantazję, stały się elementem codziennej jazdy.

„Teraz są inne czasy. Wentylacja również w siedzeniu. Mamy oczywiście nawigację, która nam pomaga. Nie przegapię zjazdu, mogę sobie wcześniej zaplanować podróż, ominąć korki. Mogę zaplanować, gdzie ładujemy nasze auto elektryczne”

- prezentowała swoje auto.

Na tym technologiczne udogodnienia się nie kończą. Współczesny samochód może pomóc znaleźć restaurację i sprawdzić jej oceny, a systemy wspomagające kierowcę pilnują pasa ruchu i reagują na sytuację na drodze. Auto może też zamienić się w mobilne biuro, a w przypadku Reni Jusis znalazło się w nim miejsce nie tylko na laptopa, ale również na zestaw do karaoke.

Kontrast trudno przeoczyć. Z jednej strony atlas pełen żółtych karteczek, kasety i „ręczna klimatyzacja” z opalonym łokciem w pakiecie. Z drugiej — elektryczny samochód, nawigacja, asystenci i technologie, które zdejmują z kierowcy część obowiązków.

Reni Jusis nie próbuje jednak rozstrzygać, która z tych rzeczywistości była lepsza. Jej wspomnienia pokazują raczej, jak bardzo zmienił się sam rytuał ruszania w drogę. Dziś jest szybciej, wygodniej i trudniej przegapić zjazd. Tylko tych żółtych karteczek w atlasie trochę szkoda.

Comments
anonymous profile image
Powered by RoundtableBuilt on infrastructure designed for real-time media. Learn more at RTB.io.© Roundtable 2026. By using this site you agree to the Terms of Use and Privacy Policy